Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owoce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owoce. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2018

Czekoladowe ciasto z cukinią

No nie idzie mi to blogowanie w tym roku... za to, to poniżej, to podobno najlepsze ciasto, jakie zrobiłam ostatnimi czasy :) Czekoladowe, miękkie i bardzo wilgotne dzięki dodatkowi cukinii. Spokojnie możecie zakończyć całą robotę tylko na jego upieczeniu - ciasto samo w sobie, bez dodatków jest bardzo dobre, a neutralna w smaku cukinia - niewyczuwalna. Jeśli jednak macie ochotę na coś bardziej wykwintnego, podzielcie je na 3 blaty, przełóżcie domową frużeliną i bitą śmietaną z mascarpone. Mi wyszedł z tego całkiem zgrabny "naked cake".
A w Trójmieście istne lato. Po powrocie z długiej majówki na południu, okazało się, że zieleń opanowała tutaj każdy kąt i powoli przekwitają już wiosenne kwiaty. Za to stragany zaczynają kipieć szparagami, truskawkami i botwiną. W sumie gdyby nie praca, większość czasu spędzałabym w lesie, na plaży albo balkonie, wyjadając z wiklinowego kosza wszystkie zabrane ze sobą smakołyki i czytając książki. Odliczam dni do kolejnego urlopu, a jak na razie wiosno trwaj!


Składniki na ciasto z cukinią:
1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
1 łyżeczka sody
pół łyżeczki proszku do pieczenia
7 płaskich łyżek kakao
 szczypta soli
2 szklanki cukinii startej na dużych oczkachpół kostki masła
1 i 2/3 szklanki cukru
pół szklanki oleju słonecznikowego
łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 jajka
pół szklanki kwaśnej śmietany
pół tabliczki gorzkiej czekolady startej na tarce 

Frużelina z owoców leśnych:
pół kilograma mrożonych owoców leśnych
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej rozpuszczona w 2 łyżkach wody
2 łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w 2 łyżkach wody


Bita śmietana:
300 ml śmietanki 30%
opakowanie mascarpone
2 łyżki cukru pudru
1 mały fix do śmietany

W misce mieszam ze sobą mąkę, proszek do pieczenia, sodę, sól i kakao.
Masło ucieram z cukrem mikserem, a gdy zaczyna jaśnieć, dodaję po kolei jajka i ucieram do połączenia się wszystkich składników. Następnie wlewam cienką strużką olej i ekstrakt waniliowy, potem śmietanę. Tak przygotowaną masę, łączę partiami z mieszaniną suchych składników, na koniec dorzucam cukinię i startą  gorzką czekoladę - teraz mieszam wszystko już tylko drewnianą łyżką.

Ciasto wylewam do tortownicy o średnicy 24 cm., wyłożoną papierem pergaminowym i piekę w 160 stopniach C przez ok 45 min. Po tym czasie, sprawdźcie drewnianym patyczkiem, jak wygląda jego środek - powinien być wilgotny, ale nie mokry. Jeśli ciasto będzie się jeszcze trochę ciągnęło lub będzie surowe, zwiększcie temperaturę do 180 stopni i pieczcie je jeszcze przez 10 min. 



Żelatynę dokładnie mieszam z wodą i odstawiam do napęcznienia. Mrożone owoce podgrzewam w rondlu z cukrem. Gdy zaczynają się lekko rozpadać, dodaję sok z cytryny i lekko zagęszczam je mieszaniną mąki i wody. Owoce zestawiam z palnika i dodaję do nich żelatynę, mieszając, aż całkowicie się rozpuści. Odstawiam do wystudzenia.

Mikserem ubijam na wysokich obrotach przez 2-3 min. zimną śmietankę. Gdy zaczyna gęstnieć, dodaję cukier puder i fix, miksuję przez kolejne 2 min. Na koniec dodaję partiami mascarpone i ubijam całość, aż masa krem stanie się gęsty i będzie "zatrzymywał" się na łyżce. 

Wystudzone ciasto dzielę na 3 blaty, przekładam po kolei frużeliną i bitą śmietaną. Na koniec można je oprószyć cukrem pudrem. Smacznego!








poniedziałek, 26 lutego 2018

Proste ciasto jogurtowe z owocami

Jak zwykle o tej porze roku opróżniam wszystkie zimowe zapasy zamknięte w słoikach. Próbuję w ten sposób dotrwać do wiosny, która z każdym opadem śniegu w Trójmieście, wydaje się być coraz bardziej odległa. Mamy absolutny powrót białej zimy i -13 stopni na termometrach. Uważam, że Boże Narodzenie w Polsce mogłoby zostać przeniesione spokojnie na luty - aktualna aura jest idealna do dekorowania domów światełkami, siedzenia przy kominku w grubych skarpetach i wcinania pierników. A tak? To teraz chce mi się już świeżych truskawek, szparagów i dobrych pomidorów. I żeby już w trampkach można było chodzić... Zaglądam do słoików, wygrzebuje paluchem gęsty dżem z czarnej porzeczki i odcedzam na sitku maliny. Upiekę sobie chociaż namiastkę lata.


Składniki:
2 szklanki mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 szklanki cukru
opakowanie cukru wanilinowego
2 jajka
1/3 kostki roztopionego masła
250 g jogurtu naturalnego

+ duży słoik dżemu z czarnej porzeczki, słoik malin w zalewie

Kruszonka:
1/4 kostki masła
3/4 szklanki cukru
1 szklanka mąki 

Piekarnik nagrzewam do 180 stopni. Owoce odcedzam na sitku z nadmiernej ilości soku. Prostokątną blaszkę wykładam papierem do pieczenia.

W mikserze ucieram jajka z cukrem i cukrem wanilinowym przez dobre 10 min., aż masa będzie gęsta i jasna.  Dodaję do niej jogurt i masło, i jeszcze chwilę miksuję. W osobnym naczyniu mieszam mąkę z proszkiem do pieczenia i po łyżce dodaję do masy jogurtowo-jajecznej. Będzie dość gęsta.

Na kruszonkę roztapiam masło w rondelku, dodaję cukier i mieszam, aż się rozpuści. Zestawiam garnek z ognia i dodaję mąkę, ciągle energicznie mieszając. Masa powinna mieć taką konsystencję, aby w palcach dało się lepić niewielki bryłki kruszonki.

Ciasto rozsmarowuję równomiernie na blasze, wykładam owoce i posypuję kruszonką. Piekę przez 40 min, w opcji góra-dół. Na ostatnie 5 min. można przełożyć blaszkę na wyższy poziom, aby kruszonka nabrała złotego koloru.  Gdy wystygnie posypuję je cukrem pudrem. Smacznego

czwartek, 1 lutego 2018

Kruche ciasto nadziewane wiśniami i pierwszy post w Nowym Roku

Dacie wiarę, że od ostatniego wpisu minął rok? :P Czuję się trochę tak, jakbym na jakiś czas zapadła w zimowy sen i teraz powoli, pomału, z pewnym ociąganiem i jeszcze trochę sklejonymi oczami wracam do blogowania. Mam kryzys twórczy, to pewne. Całe szczęście odzwierciedla się on tylko tutaj, bo w kuchni ciągle coś nowego. Rozgrzewamy się gorącymi zupami, eksperymentujemy z daniami jednogarnkowymi i cieszymy wypasionymi kanapkami z szarpanym mięsem i sosem Reubena - świetna alternatywa na lunch do pracy. Prym wiodą imbir, kurkuma, własnej roboty curry i wędzona papryka. Tylko ciast trochę mniej, bo szafki są wciąż pełne poświątecznych słodyczy. Btw. ostały się komuś jeszcze jakieś pierniczki? ;)
Kruche ciasto nadziewane wiśniami powstało jeszcze w 2017 roku, ale nie straciło na swojej aktualności. Może nawet lepiej, że prezentuje się tutaj dopiero dziś, w środku jesieniozimy. Jest słodko-kwaśne, aromatyczne, przypominające o ciepłych dniach minionego lata i wprawiające w dobry nastrój. Kawałek wakacji w lutym :)

*Przepis podpowiedziała typowa K z MDCB - dzięki!


Składniki na ciasto:
2 szklanki mąki
3/4 kostki masła
3 łyżki cukru pudru
2 jajka

Składniki na nadzienie:
dwa opakowania mrożonych wiśni (łącznie ok 1 kg)
szklanka cukru
sok i skórka z połowy cytryny
aromat migdałowy
2-3 czubate łyżki skrobi ziemniaczanej

+ jedno rozbełtane jajko do posmarowania ciasta

Wszystkie składniki na ciasto zagniatam, tworząc zwartą, jednolitą kulę. Owijam ją w folię spożywczą i schładzam w lodówce przez godzinę. 

Wiśnie przekładam do szerokiego garnka, zasypuję cukrem, dodaję aromat migdałowy, skórkę i sok z cytryny. Na małym ogniu doprowadzam je do wrzenia i często mieszam, aby nie przywarły do dna. Trwa to jakieś 20-30 min. Powinny najpierw puścić sok, a później lekko zgęstnieć. Mieszam, próbuję, ewentualnie doprawiam jeszcze do smaku sokiem z cytryny lub cukrem.  

W polówce szklanki zimnej wody rozrabiam 2 łyżki mąki ziemniaczanej i dodaję do wiśni - nabiorą konsystencji dżemu. Odstawiam je do wystygnięcia. 

Ciasto dzielę w stosunku 2/3 i 1/3. Większą część rozwałkowuję i wylepiam nim spód formy do tarty i jej boki. Do środka wlewam nadzienie wiśniowe, a na wierzchu układam rozwałkowany cienki płat pozostałego ciasta. Możecie zastąpić go kratką z wąskich pasków, warkoczem czy co tam Wam przyjdzie do głowy.
Całość smaruję rozbełtanym jajkiem.

Ciasto piekę ok 30 min. w 180 stopniach. Kroję dopiero, gdy wystygnie. Smacznego!


piątek, 15 września 2017

Tarta z kremem budyniowym i malinami

Z malinami to jest taka historia, że kojarzą mi się z pracą i bogactwem. Z pierwszą pracą w życiu dokładnie i "bogactwem", które nagle znalazło się z kieszeniach moich dresowych dziecięcych spodni. Wieki temu, niedaleko domu rodziców znajdowała się nieduża plantacja malin, których właścicielami byli zaprzyjaźnieni sąsiedzi. Strasznie się rwałam, żeby tak, jak inni dorośli, móc chodzić na maliny i zarabiać własną, osobistą kasę. I stało się. Jako 6- czy 7-latka, uzbrojona w kosz z dwiema małymi kobiałkami, pomaszerowałam między podtrzymywane na tyczkach krzaki malin, które wydawały mi się wtedy ogromne i gęste jak las. Do dziś potrafią mi się przyśnić ich równiutkie rzędy i usypane słomą między nimi ścieżki... Uzbieranie dwóch kobiałek trwało więcej, niż wieczność, ale duma i brzęk monet, które każdego dnia lądowały w dresach, nakręcały do dalszej pracy. Pamiętam jak za cel postawiłam sobie nie wydawać ich na sękacze i pomarańczowe soczki w kartoniku, tylko uzbierać 25 zł na jakiś duży, porządny zakup :P Udało się, byłam dość zdeterminowanym dzieciakiem. A maliny lubię do dziś, choć drogie są cholery i wymagające, jak żaden inny owoc. Dlatego trzeba się obchodzić z nimi ostrożnie i nie przeceniać ich wytrzymałości. Wrzesień to miesiąc malin - pieczcie tarty, róbcie dżemory i zjadajcie tak - o, solo. Później nie będzie! 


Składniki na kruchy spód:
1,5 szklanki mąki pszennej
2 jajka
3/4 kostki zimnego masła
pół szklanki cukru pudru

Krem budyniowy:
1 budyń waniliowy lub śmietankowy
2 łyżki cukru
2 szklanki mleka 
1/4 kostki miękkiego masła

+ świeże maliny

Budyń przygotowuję wg przepisu na opakowaniu. Mikserem rozcieram masło i dodaję do niego po łyżce ostudzony budyń. Mieszam do czasu, aż masa gładko się ze sobą połączy. Krem można dosłodzić w razie potrzeby. 

W misce mieszam mąkę z cukrem pudrem, dodaję jajka i pokrojone w małą kostkę masło. Całość zagniatam na gładką, jednolitą masę i formuję kulę. Schładzam ją w lodówce przez min. pół godziny, a następnie wylepiam ciastem formę do tarty. Nakłuwam ją widelcem w kilku miejscach i piekę w 180 stopniach C przez 25 min. Studzę na kratce od piekarnika.

Na upieczony spód wykładam krem i dekoruję tartę obficie malinami. Smacznego!



niedziela, 10 września 2017

Śliwki zapiekane pod owsiano-cynamonową kruszonką

Rety, jakie to jest dobre. Uwielbiam smak śliwek z dodatkiem cynamonu. Aromat gorącej kruszonki unoszący się po całym domu późnym rankiem, zapowiada długie niedzielne leniuchowanie. Od kilku dni pogoda w Gdańsku "kocowa", tzn. że najlepiej zawinąć się w niego, jak naleśnik, w tle włączyć spotify, a w zasięgu ręki mieć książkę i miskę z takimi zapieczonymi śliwkami :) Bo z domu bez kaloszy i parasola nie ma co się ruszać. Lubię jesień właśnie za te wszystkie aromaty, ciepłe, grube swetry, kubek z kawą parzący w dłonie... Małe codzienne domowe przyjemności dające spokój ducha. Dobrej niedzieli Wszystkim :)


Składniki:
1 kg ulubionych śliwek
1/3 kostki masła
1 szklanka płatków owsianych
pół szklanki mąki kukurydzianej
1 łyżeczka cynamonu
2 łyżki miodu
1 łyżka cukru trzcinowego

W rondlu na małym ogniu roztapiam masło z cukrem i miodem, chwilę mieszam do rozpuszczenia i połączenia się wszystkich składników. Wsypuję cynamon, płatki i mąkę, i szybko mieszam, tworząc nieregularne grudki kruszonki. Odstawiam do przestudzenia. Umyte śliwki kroję na pół i wydrążam z pestek. Układam w naczyniu żaroodopornym brzuszkami do góry. Posypuję kruszonką i piekę w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez 20-25 min. Śliwki powinny puścić sok, a kruszonka nabrać złotego koloru. Jem je z porządną łychą gęstego jogurtu greckiego. Smacznego!



sobota, 2 września 2017

Polskie smaki: Drożdżówka z sezonowymi owocami i kruszonką

Zastanawiałam się ostatnio, które ciasto kojarzy mi się najbardziej z naszymi rodzimymi smakami i po odsianiu oczywistych makowców i mazurków, które tradycyjnie pieczemy na Boże Narodzenie i Wielkanoc, padło na drożdżówkę. Pieczemy ją właściwie bez względu na porę roku i okoliczności, z przeróżnymi sezonowymi owocami. Mi najbardziej smakuje jednak późnym latem, wypełniona węgierkami, które pomimo tego, że mają w sumie o wiele więcej wspólnego z krajem Madziarzy, niż z Polską, naturalnie od setek lat wpisują się w krajobraz polskich sadów i ogrodów. Wokół mojego rodzinnego domu przez lata rosły śliwy, na które jako dziecko wspinałam się, żeby pozbierać do kubełka owoce - zawsze bardzo na nie czekałam. Dzisiaj po starych drzewach prawie nie ma śladu, ale sentyment pozostał. Dlatego łączę kwaśny smak owoców, aromatyczną kruszonkę i słodki lukier, do tego filiżanka gorącej czarnej kawy i dobra lektura... Co powiecie na taki odpoczynek? Miłego weekendu :) 


Składniki:
2 i 3/4 szklanki mąki
1 szklanka ciepłego mleka
łyżeczka suchych drożdży
2 jajka
pół szklanki cukru
1/3 kostki stopionego masła
szczypta soli

Kruszonka:
1 szklanka mąki
pół szklanki cukru
1/3 kostki masła
2-3 krople aromatu rumowego

+ dowolnych owoców, u mnie śliwki węgierki


Dwie szklanki mąki mieszam z solą, drożdżami, cukrem i jajkami. Powoli dolewam do ciasta mleko i zagniatam przez kilka minut. Raczej "na oko" sprawdzam, czy należy dodać jeszcze pozostałą część mąki, tutaj nie ma reguły. Ważne, aby ciasto zaczęło w końcu choć trochę samo odchodzić od dłoni. Na koniec dodaję roztopione i przestudzone masło. Ugniatam kolejne kilka minut. Ciasto zostawiam w misce oprószonej mąką i przykrywam ręcznikiem kuchennym. Teraz, gdy jest ciepło, wystarczą mu 2h do podwojenia swojej objętości. 

W rondlu na bardzo małym ogniu roztapiam masło na kruszonkę, dodaję cukier i mieszam, aż się rozpuści. Zdejmuję garnek z palnika, dosypuję mąkę i dodaję aromat. Całość energicznie mieszam, aż wytworzą się grudki kruszonki.

Ciasto wykładam na blachę wyłożoną papierem pergaminowym i wyrównuję do wszystkich brzegów - jeśli się klei, możecie lekko zwilżyć dłonie zimną wodą. Na cieście układam przekrojone na połówki i pozbawione pestek śliwki, wewnętrzną częścią do góry. Posypuję je gęsto kruszonką, którą rozcieram w palcach. Ciasto piekę przez 35 min. w temp 180 stopni C. Gdy ostygnie polewam je lukrem z dodatkiem aromatu rumowego. Smacznego


wtorek, 29 sierpnia 2017

Lody cytrynowo-bazyliowe

W Trójmieście zaroiło się ostatnio od dobrych i bardzo dobrych lodziarni. Od tradycyjnych i legendarnych już lodów z Misia czy Eskimo, ich oferta wyróżnia się bogactwem oryginalnych składników i często zmieniającą się listą proponowanych w danym dniu smaków. Tego lata nowością i miłym zaskoczeniem były dla mnie lody marchewkowe (zupełnie tak, jakby zamrozić sok z marwita) i te z gorzkiej czekolady i chilii. Oba smaki dostępne w Prawdziwe Lody w Sopocie. W mocnej czołówce jest też słony karmel (oczywiście w Słony Karmel, Gdańsk) i najlepsze pistacjowe lody, jakie jadłam w życiu z Paulo Gelateria w Gdańsku. Zaskoczyły mnie też takie propozycje jak lody borowikowe, gorgonzola z gruszką czy sorbet z czerwonej porzeczki (to z kolei Gdańska Wytwórnia Lodów Naturalnych na Długiej). Blogerka ze mnie słaba, bo zamiast fotografować to je zjadałam, ale obiecuję poprawić się przy następnej rundce po trójmiejskich lodziarniach - jest w czym wybierać! A na razie zainspirowana łączeniem smaków owocowych z wytrawnymi, polecam Wam zrobić domowe lody cytrynowo-bazyliowe. Są wyjątkowo orzeźwiające i lekko pikantne, a dodatek jogurtu greckiego nadaje im wyjątkowo kremowej konsystencji. 


Składniki na pół litra lodów:
Duży kubek gęstego jogurtu greckiego
3 duże garści świeżej bazylii
sok i skórka z dwóch cytryn
2 łyżki cukru

Bazylię myję i obieram z łodyżek. Ucieram ją razem z sokiem z cytryny w moździerzu. Jogurt miksuję z cukrem, dodaję do niego papkę z bazylii i skórkę z cytryn. Wszystko dokładnie mieszam i przelewam do plastikowego pudełka. Mrożę min. 4 godziny. Co pierwsze pół godziny miksuję masę lodową, aby pozbyć się kryształków i sprawić by była puszysta. Smacznego! 


piątek, 28 lipca 2017

Polskie smaki: pierogi z jagodami i ricottą

Nienawidzę lepić pierogów z jagodami. Owoce wypadają, paluchy się kleją, a ciasto rozłazi na wszystkie strony. Ale co zrobić, jak takie dobre? Pierogi z jagodami to dla mnie kwintesencja lata. Przywołują smak dzieciństwa i wspomnienia wspólnego zbierania jagód z Babcią, w kucki do dużego litrowego słoika. Jak długo trzeba było zbierać, żeby wypełnić choćby jego połowę! Wtedy wydawało mi się to wiecznością... Dziś jagody spotyka się coraz rzadziej. Lasy wycinają na potęgę, a wraz z nimi wymierają jagodziska i grzyby. Mam w głowie straszną wizję, że za 20, 30 lat będziemy musieli płacić za wejście na "teren zadrzewiony", bo zostanie ich w Polsce zaledwie kilka :( Ostatnio na małe jagódki szczęśliwie natknęliśmy się podczas wspinaczki na Szrenicę w Karkonoszach. Co to była za radość, co za dłubanina! Ze szlaku schodziłam już z mocnym postanowieniem, że najbliższe pierogi, które zrobię, będą z jagodami. A żeby szlag mnie nie trafił przy ich lepieniu, dodałam do farszu ricottę ;)


Składniki na ciasto:
2 szklanki mąki
1 duże jajko
1/3 szklanki oleju słonecznikowego 
ok 3/4 szklanki gorącej wody
sól

Farsz:
250 g ricotty
2 szklanki jagód (jeśli nie macie świeżych, mogą być mrożone lub ze słoika)
1 kopiasta łyżka cukru pudru 

+ pół dużego garnka wypełnionego wodą, sól i olej

W dużej misce mieszam ze sobą mąkę, sól, olej i jajko. Powoli dolewam gorącej wody i zaczynam ugniatać ciasto. Jeśli będzie Was mocno parzyło, możecie pomóc sobie drewnianą łyżką. Gdy ciasto nie będzie już bardzo gorące, dokończcie jego wyrabianie ręką - powinno być gładkie i elastyczne. Odkładam je wtedy na bok, aby "odpoczęło".


W mniejszej misce rozgniatam widelcem ricottę, dodaję cukier puder i jagody. Wszystko mieszam. Ciasto rozwałkowuję na grubość ok. 2-3 mm i wykrawam z niego szklanką kółka. Nakładam po jednej pełnej łyżeczce farszu do kółka i formuję pierogi. Gotuję je na lekko osolonej wodzie z odrobiną oleju tylko do momentu, aż wypłyną na powierzchnię. Super smakują ze słodką śmietanką z cukrem ;) Smacznego!


  

środa, 12 lipca 2017

Polędwiczki z sałatką z truskawkami i gorgonzolą

Kiedyś powiedziało by się o takim obiedzie, że jest niedzielny. Kawał dobrego mięsa, ziemniaki i zielonki. Obowiązkowo jeszcze rosół na pierwsze no i kompot... Fakt, niecodziennie stawiam na stół polędwicę, ale akurat trafiła się wyjątkowa okazja na coś bardziej wykwintnego, więc pod nóż poszedł najdelikatniejszy kawałek wieprzowiny, jaki udało mi się dostać, a tradycyjną surówkę zamieniłam na świeżą sałatę z truskawkami i gorgonzolą (zaskakująco dobre i pasujące do siebie połączenie). Klasyczne ziemniaki z wody zastąpiłam ziemniaczanym budyniem i voila. Na pierwszy rzut oka wydumane i skomplikowane, ale przygotowanie całości - wyłączając czas na marynowanie mięsa - nie zajmuje więcej, niż 30 min. Nawet mazaje mi się udały artystyczne. Danie na miarę Ugotowanych, na co dzień i od święta ;)


Składniki na polędwiczki:
ok 300-400 g polędwicy
5 łyżek oliwy z oliwek
1 łyżka miodu
1 łyżka sosu sojowego
grubo mielony pieprz
odrobina soli

Składniki na sałatkę z truskawkami i gorgonzolą:
2 garści roszpunki
2 garście szpinaku baby
8 niedużych truskawek
100 g sera gorgonzola
6 czarnych oliwek
garść prażonych ziaren słonecznika
4 łyżki octu balsamicznego
1 łyżka miodu
1 łyżka oliwy z oliwek


Ziemniaczany budyń:
5-6 niedużych ziemniaków
1/3 szklanki mleka
1 kopiasta łyżka masła
sól


Najpierw przygotowuję marynatę - w misce mieszam oliwę z oliwek, miód i pozostałe przyprawy. Polędwicę płuczę pod bieżącą wodą i umieszczam w marynacie przynajmniej na 5-6 godzin (możecie to zrobić dzień wcześniej i zostawić mięso w lodówce na całą noc). 

Zimniaki obieram, płuczę i gotuję w osolonej wodzie. Gdy są już miękkie, odcedzam je, dodaję mleko i masło. Całość chwilę blenduję, aż ziemniaki nabiorą konsystencji budyniu. 

W czasie, gdy gotuję ziemniaki, przygotowuję sałatkę. Truskawki kroję w ćwiartki i ósemki, gorgonzolę w małą kostkę, a oliwki w grube plasterki. Na patelni z grubym dnem redukuje ocet balsamiczny - gdy zgęstnieje, dodaję do niego miód i oliwę z oliwek. Dokładnie mieszam i odstawiam. Wszystkie składniki układam na roszpunce i szpinaku, posypuję prażonym słonecznikiem i skrapiam gęstym sosem balsamicznym. 

Piekarnik rozgrzewam do 180 stopni w opcji góra-dół. Na suchej gorącej patelni obsmażam polędwicę ze wszystkich stron przez ok. 5 min. To ważny etap - wszystkie pory w mięsie powinny się szybko zamknąć, dzięki temu, polędwica przypiecze się na zewnątrz, a w środku pozostanie miękka i soczysta. Następnie patelnię z mięsem nakrywam folią aluminiową i wkładam do piekarnika na max. 10 min. Po tym czasie wyjmuję polędwicę i pozwalam jej odpocząć przez kolejne kilka minut. Następnie kroję w plastry i podaję z sałatą oraz budyniem. Smacznego!

 

wtorek, 30 maja 2017

Rustykalna tarta z truskawkami i ricottą

Za chwilę czerwiec i truskawki opanują mój świat zupełnie. Co prawda ze względu na mocno opóźnioną wiosnę, w tym roku chyba nie ma co liczyć na zawrotne 4 zł za kilogram czerwonych owoców, ale nie żałujcie sobie ani grama - sezon na nie trwa zdecydowanie zbyt krótko. Truskawki nie potrzebują wielu kompanów, aby zachwycać swoim smakiem i aromatem. Proste, niewyszukane składniki, totalny minimalizm i szybkość wykonania znaczą tutaj najwięcej, bo szkoda pogody na długie godziny spędzane w kuchni. Całość zamyka się w kruchej, trochę babcinej tarcie i posypuje cukrem pudrem (kiedyś na takie szybkie zagniatane ciasta mówiło się po prostu placek - rustykalne tarty to hipsterski wymysł, któremu się poddaje :P). Co by nie pisać wygląda fajnie, dobrze się trzyma w łapie i smakuje wspaniale. Dalej, pakować kosze i w drogę! Sezon piknikowy uważam za otwarty!


Składniki na kruchy spód:
2 szklanki mąki
2 jajka
3/4 kostki masła
2 łyżki cukru pudru

Nadzienie serowo-owocowe:
250 g ricotty
1 żółtko
1 łyżka ekstraktu z wanilii
2 łyżki cukru pudru/1 opakowanie cukru waniliowego
pół kilograma truskawek
2 łyżki cukru
2 łyżki mąki ziemniaczanej

Wszystkie składniki na ciasto zagniatam ze sobą, tworząc jednolitą i elastyczną  kulę. Owijam ją folią spożywczą i chowam do lodówki na min. pół godziny. Prostokątną blachę wykładam papierem pergaminowym. Schłodzone ciasto i blat podsypuję mąką, i wałkuję na grubość ok. 0,5 cm. Tak przygotowany spód przekładam do blachy, zostawiając po bokach nadmiar ciasta, które później będę zaginać (wystarczy 3-4 cm). Ciasto nakłuwam widelcem w kilkunastu miejscach i podpiekam 10 min w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni C.

Truskawki kroję na mniejsze kawałki i posypuję cukrem. Odstawiam na bok, aby puściły sok. Przed wymieszaniem truskawek z mąką ziemniaczaną, nadmiar soku odlewam.

Ricottę ucieram z żółtkiem, esencją i cukrem pudrem. Jeśli lubicie słodsze ciasta, możecie dodać więcej cukru. Na podpieczonym, lekko przestudzonym spodzie, rozsmarowuję masę serową i wykładam na wierzch truskawki wymieszane z mąką. Zostawione brzegi z nadmiarem ciasta zaginam do środka, tworząc "ramkę". Ciasto piekę w temperaturze 200 stopni C przez 10 min., a następnie 30 min. w 180 stopniach C. Przed podaniem posypuję je cukrem pudrem. Smacznego truskawkowego :)

sobota, 4 marca 2017

Orzechowa szarlotka

Orzechową szarlotką żegnam na blogu zimę. Kiedyś w przedszkolu wiązało się marzanne i paliło ją w jakiejś sadzawce na polu. Dziś na szczęście mogę stosować w tym celu bardziej ekologiczne metody :P Pomimo tego, że pochodzę z totalnie "słodyczowej" rodziny, która kiedy ledwo przełknie ostatni kawałek schabowego, już domaga się kawy i ciasta, im jestem starsza, tym robię się coraz bardziej wybredna w tej kwestii. Nie ruszają mnie już biszkopty przełożone kiepskim kremem, sztuczne kolorowe dodatki, cukrowe masy, czy margarynowe ulepki. Zwyczajowa 2 cm. warstwa lukru na tradycyjnych jabłecznikach również do mnie nie przemawia... Dlatego też chyba tak bardzo upodobałam sobie tą szarlotkę. Potrzeba do niej niewielu składników, jest prosta, a jednocześnie oryginalna, bo z dodatkiem prażonych orzechów, które nadają jej wyjątkowej chrupkości. Wykorzystajcie do niej kwaśne jabłka, np. szare renety. Ich smak zrównoważy cienka warstwa bezy. Takie ciasta, trochę w babcinym stylu wzbudzają we mnie nostalgiczny nastrój i przypominają dobre chwile :) Udanego weekendu Wszystkim!




Składniki na orzechowy spód:
1,5 szklanki mąki
3 garście orzechów (u mnie mieszane: laskowe, włoskie, nerkowce, fistaszki)
3/4 kostki zimnego masła
pół szklanki cukru pudru
3 żółtka
pół łyżeczki proszku do pieczenia

Nadzienie jabłkowe:
5-6 kwaśnych jabłek
2 łyżki masła
2 łyżki miodu
opakowanie cukru waniliowego
3/4 szklanki sparzonych wrzątkiem rodzynek (można pominąć)
łyżeczka cynamonu

Beza:
3 białka
3 łyżki cukru pudru
łyżka cukru waniliowego

Orzechy prażę na patelni przez kilka minut. Gdy lekko przestygną, przesypuję je do worka i rozwalam tłuczkiem na bardzo małe kawałki. Do miski wsypuję mąkę, cukier puder, orzechy i proszek do pieczenia. Dodaję pokrojone na małe kawałki masło i całość zagniatam, dodając jedne po drugim żółtka (białek nie wywalamy, przydadzą się za chwilę). Z zagniecionego ciasta formuję kulę, owijam folią spożywczą i wkładam do lodówki na 45 min. lub do zamrażalnika na 20 min.

W czasie chłodzenia ciasta przygotowuję mus. Jabłka dokładnie myję, obieram ze skóry i wydrążam gniazda. Kroję je na mniejsze kawałki. W garnku roztapiam masło z miodem i wrzucam do niego jabłka. Wsypuję rodzynki, cynamon i cukier waniliowy. Całość prażę ok. 20 min. od czasu do czasu mieszając. Jabłka powinny zmięknąć i pod naciskiem łyżki lekko się rozpadać. Lubię kiedy są wyczuwalne ich małe kawałki, dlatego nie doprowadzam ich do całkowitego musu.

Ubijam białka na bezę. Pod koniec, gdy są już prawie sztywne, dodaję łyżka po łyżce oba cukry i miksuję jeszcze przez 2 minuty. Beza powinna być gładka, lśniąca i "ciągnąć się" po łyżce.

Tortownicę o średnicy 24 cm wykładam papierem pergaminowym. 3/4 schłodzonego ciasta ścieram na tarce i wyklepuję nim dno na ok. 2 cm grubości, zostawiając nieco więcej przy brzegach. Wykładam na nie lekko przestudzony mus, następnie ubite białka, a na wierzch ścieram pozostałą część ciasta. Szarlotkę piekę w 180 stopniach ok. 45 min. Podaję jeszcze ciepłą z kulką lodów waniliowych lub obficie posypaną cukrem pudrem. Smacznego!






niedziela, 18 grudnia 2016

Domowe śliwki w czekoladzie

Dzisiaj kolejna porcja słodyczy hand made, które z powodzeniem możecie podarować bliskim z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Z racji tego, że zanim obleje śliwki czekoladą to pozwalam "napić" się im sporej ilości alkoholu, raczej nie dawajcie ich dzieciom :P Myślicie pewnie, że nie ma sensu bawić się w babranie czekoladą w domu i tkwić 2 godzin w kuchni, skoro można iść do sklepu i za 12 zł kupić sobie gotowe opakowanie słodkości, ale w tym cały embaras. To nie będą już wtedy śliwki zrobione przez WAS. Prezenty wykonane ręcznie są wyjątkowe, bo robione specjalnie z myślą o danej osobie. W ich wykonanie wkładamy czas, energię i serce. A nie ma chyba cenniejszego prezentu, niż podarowanie komuś kawałka siebie, na dodatek w czekoladowym wydaniu :)




Składniki: 
Opakowanie śliwek, u mnie 250 g
250 ml whisky albo rumu
tabliczka gorzkiej czekolady
pół szklanki śmietanki 30%
szczypta chili
szczypta soli

Śliwki namaczam w alkoholu przez całą noc, odsączam i osuszam lekko papierowym ręcznikiem. W garnku podgrzewam śmietankę z chilli, solą i dodaję do niej rozdrobnioną gorzką czekoladę. Mieszam, aż się rozpuści i utworzy błyszczącą, jednolitą masę. Przygotowuję kratkę do pieczenia i podkładam pod nią talerz, dzięki temu nie zmarnuję ściekającej polewy. Śliwki nakłuwam na wykałaczki i maczam je w rozpuszczonej czekoladzie. Odkładam kolejno na kratkę i czekam, aż lekko zastygną. Po tym czasie chowam je do lodówki na kilka godzin, aby czekolada zupełnie stężała. Możecie ten proces przyspieszyć i włożyć oblane śliwki do zamrażalnika na godzinę, jednak istnieje możliwość, że czekoladki nie będą już tak błyszczące. Enjoy!



niedziela, 13 listopada 2016

Domowa granola z musem dyniowo-pomarańczowym i jogurtem

Dzień dobry w niedzielę! Jak ja uwielbiam weekendy :D Spanie bez budzika, leniwe wydłużanie śniadania, czytanie w łóżku, aż do bólu pleców. Drobiazgi, które odpowiednio docenia się dopiero po przepracowanym tygodniu, pożytecznie spędzonym czasie wypełnionym obowiązkami i zrealizowanymi planami. To właśnie wtedy weekend ma dla mnie najlepszy smak. Trochę jak streching, który wydaje się zasłużony dopiero wtedy, gdy wyleję z siebie siódme poty podczas 45 - minutowego treningu na youtube z najpopularniejszą polską trenerką fitness. No i to śniadanie. Wyobraźcie sobie połączenie chrupkich płatków, orzeźwiającego musu i aksamitnego jogurtu, zamkniętych w szklanym słoiku... Dynia, doprawiona pomarańczą, mango i  wyrazistym imbirem wiedzie prym w tym trio. Przepis na to lekko przerobione smarowidło znajdziecie w jednym z ostatnich postów. Posmakujcie, zrelaksujcie i cieszcie się zasłużonym odpoczynkiem.


Składniki na mus dyniowy z mango:
4 łyżki dyniowego smarowidła - przepis klik
pół łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w łyżce zimnej wody

Domowa granola z orzechami i żurawiną
2 szklanki mieszanki płatków (u mnie pół na pół żytnie i owsiane)
garść suszonej żurawiny
garść orzechów laskowych
3 łyżki płynnego miodu akacjowego lub wielokwiatowego

+ 4 łyżki jogurtu naturalnego

Piekarnik nastawiam na 175 stopni C. Płatki, bakalie i miód mieszam w misce.  Blachę do pieczenia wykładam papierem pergaminowym i równomiernie wysypuję na nie płatki. Podpiekam je ok. 15-20 min. Gdy wystygną stają się chrupkie. Można je przechowywać w szczelnie zamkniętym słoiku nawet kilka tygodni. 

Smarowidło blenduję na gładki mus. Dodaję do niego rozpuszczoną żelatynę i całość lekko podgrzewam. W słoiku układam warstwami po kolei granolę, mus i jogurt. I druga kolejka!  
Smacznego


sobota, 22 października 2016

Mydło-powidło, czyli smarowidło z dyni, mango i pomarańczy

Przy okazji przyrządzania tego smarowidła zaczęłam się zastanawiać czym tak naprawdę różni się dżem od konfitury, a marmolada od powideł, bo często sama używałam tych określeń zamiennie, a przecież to nie jest to samo ;) Główną różnicą pomiędzy typami smarowideł jest ilość owoców przypadająca na 100 gram danego przetworu. Tym samym kolejno najmniejsza jest w dżemie (min. 35 g owoców na 100 g dżemu), trochę większa w konfiturze (odpowiednio 50 g na 100), wyżej jest marmolada (od 80 do 110 g owoców), a najbardziej "szlachetne" i bogate w owoc jest powidło (min. 130 g na 100 g produktu). Znaczenie ma także sposób przyrządzania i jego długość: żelujemy dżemy, smażymy konfitury i powidła, a przecieramy i utwardzamy marmoladę. W konfiturze znajdziemy całe kawałki owoców, w dżemie i marmoladzie raczej ich mniejsze cząstki albo i same skórki. No i ważna jest także ilość cukru, którą dodamy na kilogram owoców - najwięcej dodamy go do dżemu i konfitury, najmniej do powidła. W związku z powyższym moje dzisiejsze dyniowe smarowidło kwalifikuję do czegoś pomiędzy powidłem, a konfiturą :D Fajnie pasuje do gofrów, pszennego mlecznego chleba i jako dodatek do musli. 



Składniki:
1 nieduża dynia, np. hokkaido
2 owoce mango
4 pomarańcze
sok wyciśnięty z jednej pomarańczy
sok z połowy cytryny
4 cm kawałek świeżego imbiru lub łyżeczka mielonego
4 łyżki brązowego cukru (jeśli lubicie przetwory słodsze, możecie dodać go więcej)

Dynię myję i obieram ze skóry. Wydrążam pestki i "włochatą" część miąższu. Kroję na mniejsze kawałki i wrzucam do garnka. Zasypuję cukrem i nastawiam na mały ogień. W międzyczasie obieram pomarańczę i mango, również kroję na mniejsze kawałki. Ścieram na tarce imbir oraz skórkę z jednej pomarańczy. Wszystkie składniki dodaję do dyni i podlewam sokiem z pomarańczy. Całość prażę do miękkości. Jeśli wolicie bardziej gładki mus, możecie chwilę blendować owoce, ja osobiście wolę kiedy wyczuwalne są ich małe kawałki. Studzimy, przekładamy do słoików i przechowujemy w lodówce. Gotowe, smacznego.





wtorek, 18 października 2016

Koktajl dyniowo-pomarańczowy

Po pierwsze: bo kolor
Po drugie: bo smak
Po trzecie: bo aromat
Po czwarte: bo działanie (przeciwzapalne, lecznicze, rozgrzewające)

Piątego nie ma, bo 4 powyższe już są dość wystarczające, żeby zrobić jesienny koktajl dyniowo-pomarańczowy :D Ten koktajl jest jak energetyzująca bomba pełna zdrowotnych właściwości dzięki dodaniu kurkumy i imbiru. O zaletach jedzenia dyni i pomarańczy chyba już wspominać nie trzeba, wszyscy wiedzą jak jest... a więc na zdrowie!


Składniki:
szklanka puree z dyni, np. z tego przepisu
1 duża pomarańcza
pół łyżeczki kurkumy
2 cm kawałek startego imbiru
ok. szklanka przegotowanej wody


Pomarańcze myję i dokładnie obieram, szczególnie z tych białych, gorzkawych błonek. Wrzucam do blendera razem z puree z dyni. Dodaję imbir, kurkumę i wodę wedle uznania, aby uzyskać pożądaną gęstość koktajlu. Miksuję i gotowe. Smacznego!


niedziela, 25 września 2016

Płatki jaglane na mleku migdałowym z bananami, migdałami i syropem klonowym

Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez śniadania, zazwyczaj budzi mnie głód, nawet jeśli wstaję o 5 rano. Jest to mój ulubiony posiłek w ciągu całego dnia, co też da się zauważyć na blogu ;) Jem je codziennie, zazwyczaj w postaci płatków, jaglanek lub muesli z dodatkami. W weekendy, kiedy mam więcej czasu i mogę zaszaleć, smażę placki, racuchy i naleśniki albo piekę chleb. Dla mnie ważne jest to, aby śniadanie było lekkie i dające energię, najczęściej na słodko. Wykorzystuję do tego wszelkie możliwe dodatki: owoce, orzechy, nasiona, miody, syropy i czekoladę. Ostatnio upodobałam sobie kasze jaglaną i pochodzące z niej płatki. Są zdrowe, ekspresowe w przygotowaniu i zawierają dużo błonnika.

Składniki:
4 łyżki płatków jaglanych
1,5 szklanki mleka migdałowego (można zastąpić kokosowym albo krowim)
1 dojrzały banan
płatki migdałów
kilka kropel syropu klonowego

Płatki migdałów podprażam na patelni. Do rondla wlewam mleko, wsypuję płatki i dorzucam 3/4 pokrojonego banana. Podczas gotowania mieszam, czekam, aż zgęstnieje. Jaglankę przelewam do miseczki, dekoruję płatkami migdałów i pozostałymi plastrami banana. Smacznego