Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2018

Czekoladowe ciasto z cukinią

No nie idzie mi to blogowanie w tym roku... za to, to poniżej, to podobno najlepsze ciasto, jakie zrobiłam ostatnimi czasy :) Czekoladowe, miękkie i bardzo wilgotne dzięki dodatkowi cukinii. Spokojnie możecie zakończyć całą robotę tylko na jego upieczeniu - ciasto samo w sobie, bez dodatków jest bardzo dobre, a neutralna w smaku cukinia - niewyczuwalna. Jeśli jednak macie ochotę na coś bardziej wykwintnego, podzielcie je na 3 blaty, przełóżcie domową frużeliną i bitą śmietaną z mascarpone. Mi wyszedł z tego całkiem zgrabny "naked cake".
A w Trójmieście istne lato. Po powrocie z długiej majówki na południu, okazało się, że zieleń opanowała tutaj każdy kąt i powoli przekwitają już wiosenne kwiaty. Za to stragany zaczynają kipieć szparagami, truskawkami i botwiną. W sumie gdyby nie praca, większość czasu spędzałabym w lesie, na plaży albo balkonie, wyjadając z wiklinowego kosza wszystkie zabrane ze sobą smakołyki i czytając książki. Odliczam dni do kolejnego urlopu, a jak na razie wiosno trwaj!


Składniki na ciasto z cukinią:
1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
1 łyżeczka sody
pół łyżeczki proszku do pieczenia
7 płaskich łyżek kakao
 szczypta soli
2 szklanki cukinii startej na dużych oczkachpół kostki masła
1 i 2/3 szklanki cukru
pół szklanki oleju słonecznikowego
łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 jajka
pół szklanki kwaśnej śmietany
pół tabliczki gorzkiej czekolady startej na tarce 

Frużelina z owoców leśnych:
pół kilograma mrożonych owoców leśnych
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej rozpuszczona w 2 łyżkach wody
2 łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w 2 łyżkach wody


Bita śmietana:
300 ml śmietanki 30%
opakowanie mascarpone
2 łyżki cukru pudru
1 mały fix do śmietany

W misce mieszam ze sobą mąkę, proszek do pieczenia, sodę, sól i kakao.
Masło ucieram z cukrem mikserem, a gdy zaczyna jaśnieć, dodaję po kolei jajka i ucieram do połączenia się wszystkich składników. Następnie wlewam cienką strużką olej i ekstrakt waniliowy, potem śmietanę. Tak przygotowaną masę, łączę partiami z mieszaniną suchych składników, na koniec dorzucam cukinię i startą  gorzką czekoladę - teraz mieszam wszystko już tylko drewnianą łyżką.

Ciasto wylewam do tortownicy o średnicy 24 cm., wyłożoną papierem pergaminowym i piekę w 160 stopniach C przez ok 45 min. Po tym czasie, sprawdźcie drewnianym patyczkiem, jak wygląda jego środek - powinien być wilgotny, ale nie mokry. Jeśli ciasto będzie się jeszcze trochę ciągnęło lub będzie surowe, zwiększcie temperaturę do 180 stopni i pieczcie je jeszcze przez 10 min. 



Żelatynę dokładnie mieszam z wodą i odstawiam do napęcznienia. Mrożone owoce podgrzewam w rondlu z cukrem. Gdy zaczynają się lekko rozpadać, dodaję sok z cytryny i lekko zagęszczam je mieszaniną mąki i wody. Owoce zestawiam z palnika i dodaję do nich żelatynę, mieszając, aż całkowicie się rozpuści. Odstawiam do wystudzenia.

Mikserem ubijam na wysokich obrotach przez 2-3 min. zimną śmietankę. Gdy zaczyna gęstnieć, dodaję cukier puder i fix, miksuję przez kolejne 2 min. Na koniec dodaję partiami mascarpone i ubijam całość, aż masa krem stanie się gęsty i będzie "zatrzymywał" się na łyżce. 

Wystudzone ciasto dzielę na 3 blaty, przekładam po kolei frużeliną i bitą śmietaną. Na koniec można je oprószyć cukrem pudrem. Smacznego!








sobota, 31 marca 2018

Wielkanocny mazurek cytrynowy

Mazurek to takie śmieszne ciasto. Płaskie, łamiące się, pełne dekoracji i kolorów. Zdecydowanie bardziej po to, by na nie patrzeć, niż jeść. Na pewno nie zaliczam go do mojego ulubionego rodzaju wypieków, ale pomimo wszystko docenia za prostotę i swój urok - pasuje naprawdę tylko na Wielkanoc :P
Tegoroczny upiekłam w ostatniej chwili, wykorzystując słoik domowego lemon curd, który od jakiegoś czasu zalegał już w lodówce. Samo przygotowanie tego słodko-kwaśnego kremu nie zajmuje dużo czasu, więc jeśli macie pod ręką kilka cytryn to spokojnie zdążycie ze wszystkim przed poświęceniem jajek ;)


Składniki na kruchy spód:
1,5 szklanki mąki
1 żółtko
1 łyżka śmietany
pół kostki zimnego masła
2 kopiaste łyżki cukru pudru
szczypta soli

Składniki na lemon curd (krem cytrynowy):
5 cytryn
4 jajka
pół szklanki cukru
pół kostki masła

+skórka pomarańczowa do dekoracji

Krem przygotuj wg tego przepisu. Schłodź w lodówce.

Do miski wsypuję mąkę, cukier puder i sól. Dodaję śmietanę, żółtko, a masło kroję nożem na mniejsze kawałki i zagniatam z pozostałymi składnikami w misce. Całość powinna tworzyć gładkie, zwarte ciasto. Owijam je w folię i schładzam w zamrażalniku przez 15 min.

Po tym czasie posypuje blat mąką i rozwałkowuje ciasto na grubość ok 0,5 cm. Nożem wykrawam w nim kształt pisanki, z pozostałej części ciasta wykrawam motylki, które posłużą do dekoracji pisanki. 



Piekarnik nagrzewam do 200 stopni C z opcją góra-dół. Blachę do pieczenia wykładam papierem pergaminowym, układam na nim wyciętą pisankę i ozdabiam motylkami. Górną część dekoruję warkoczem z ciasta. Możecie dowolnie udekorować ciasto prostym rantem, wyciętymi gwiazdkami czy czym tam macie ochotę Ważne, żeby było radośnie i ozdobnie ;)

Tak przygotowane ciasto piekę ok 16-17 min, aż nabierze złotego koloru. Studzę je, smaruję obficie cytrynowym kremem i dekoruję skórką pomarańczową. Smacznego!



poniedziałek, 26 lutego 2018

Proste ciasto jogurtowe z owocami

Jak zwykle o tej porze roku opróżniam wszystkie zimowe zapasy zamknięte w słoikach. Próbuję w ten sposób dotrwać do wiosny, która z każdym opadem śniegu w Trójmieście, wydaje się być coraz bardziej odległa. Mamy absolutny powrót białej zimy i -13 stopni na termometrach. Uważam, że Boże Narodzenie w Polsce mogłoby zostać przeniesione spokojnie na luty - aktualna aura jest idealna do dekorowania domów światełkami, siedzenia przy kominku w grubych skarpetach i wcinania pierników. A tak? To teraz chce mi się już świeżych truskawek, szparagów i dobrych pomidorów. I żeby już w trampkach można było chodzić... Zaglądam do słoików, wygrzebuje paluchem gęsty dżem z czarnej porzeczki i odcedzam na sitku maliny. Upiekę sobie chociaż namiastkę lata.


Składniki:
2 szklanki mąki
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
3/4 szklanki cukru
opakowanie cukru wanilinowego
2 jajka
1/3 kostki roztopionego masła
250 g jogurtu naturalnego

+ duży słoik dżemu z czarnej porzeczki, słoik malin w zalewie

Kruszonka:
1/4 kostki masła
3/4 szklanki cukru
1 szklanka mąki 

Piekarnik nagrzewam do 180 stopni. Owoce odcedzam na sitku z nadmiernej ilości soku. Prostokątną blaszkę wykładam papierem do pieczenia.

W mikserze ucieram jajka z cukrem i cukrem wanilinowym przez dobre 10 min., aż masa będzie gęsta i jasna.  Dodaję do niej jogurt i masło, i jeszcze chwilę miksuję. W osobnym naczyniu mieszam mąkę z proszkiem do pieczenia i po łyżce dodaję do masy jogurtowo-jajecznej. Będzie dość gęsta.

Na kruszonkę roztapiam masło w rondelku, dodaję cukier i mieszam, aż się rozpuści. Zestawiam garnek z ognia i dodaję mąkę, ciągle energicznie mieszając. Masa powinna mieć taką konsystencję, aby w palcach dało się lepić niewielki bryłki kruszonki.

Ciasto rozsmarowuję równomiernie na blasze, wykładam owoce i posypuję kruszonką. Piekę przez 40 min, w opcji góra-dół. Na ostatnie 5 min. można przełożyć blaszkę na wyższy poziom, aby kruszonka nabrała złotego koloru.  Gdy wystygnie posypuję je cukrem pudrem. Smacznego

czwartek, 1 lutego 2018

Kruche ciasto nadziewane wiśniami i pierwszy post w Nowym Roku

Dacie wiarę, że od ostatniego wpisu minął rok? :P Czuję się trochę tak, jakbym na jakiś czas zapadła w zimowy sen i teraz powoli, pomału, z pewnym ociąganiem i jeszcze trochę sklejonymi oczami wracam do blogowania. Mam kryzys twórczy, to pewne. Całe szczęście odzwierciedla się on tylko tutaj, bo w kuchni ciągle coś nowego. Rozgrzewamy się gorącymi zupami, eksperymentujemy z daniami jednogarnkowymi i cieszymy wypasionymi kanapkami z szarpanym mięsem i sosem Reubena - świetna alternatywa na lunch do pracy. Prym wiodą imbir, kurkuma, własnej roboty curry i wędzona papryka. Tylko ciast trochę mniej, bo szafki są wciąż pełne poświątecznych słodyczy. Btw. ostały się komuś jeszcze jakieś pierniczki? ;)
Kruche ciasto nadziewane wiśniami powstało jeszcze w 2017 roku, ale nie straciło na swojej aktualności. Może nawet lepiej, że prezentuje się tutaj dopiero dziś, w środku jesieniozimy. Jest słodko-kwaśne, aromatyczne, przypominające o ciepłych dniach minionego lata i wprawiające w dobry nastrój. Kawałek wakacji w lutym :)

*Przepis podpowiedziała typowa K z MDCB - dzięki!


Składniki na ciasto:
2 szklanki mąki
3/4 kostki masła
3 łyżki cukru pudru
2 jajka

Składniki na nadzienie:
dwa opakowania mrożonych wiśni (łącznie ok 1 kg)
szklanka cukru
sok i skórka z połowy cytryny
aromat migdałowy
2-3 czubate łyżki skrobi ziemniaczanej

+ jedno rozbełtane jajko do posmarowania ciasta

Wszystkie składniki na ciasto zagniatam, tworząc zwartą, jednolitą kulę. Owijam ją w folię spożywczą i schładzam w lodówce przez godzinę. 

Wiśnie przekładam do szerokiego garnka, zasypuję cukrem, dodaję aromat migdałowy, skórkę i sok z cytryny. Na małym ogniu doprowadzam je do wrzenia i często mieszam, aby nie przywarły do dna. Trwa to jakieś 20-30 min. Powinny najpierw puścić sok, a później lekko zgęstnieć. Mieszam, próbuję, ewentualnie doprawiam jeszcze do smaku sokiem z cytryny lub cukrem.  

W polówce szklanki zimnej wody rozrabiam 2 łyżki mąki ziemniaczanej i dodaję do wiśni - nabiorą konsystencji dżemu. Odstawiam je do wystygnięcia. 

Ciasto dzielę w stosunku 2/3 i 1/3. Większą część rozwałkowuję i wylepiam nim spód formy do tarty i jej boki. Do środka wlewam nadzienie wiśniowe, a na wierzchu układam rozwałkowany cienki płat pozostałego ciasta. Możecie zastąpić go kratką z wąskich pasków, warkoczem czy co tam Wam przyjdzie do głowy.
Całość smaruję rozbełtanym jajkiem.

Ciasto piekę ok 30 min. w 180 stopniach. Kroję dopiero, gdy wystygnie. Smacznego!


sobota, 18 listopada 2017

Brownie z solonym karmelem i pistacjami

Za 5 tygodni święta! W Trójmieście już wszystkie galerie toną w światełkach, a w sklepach zaroiło się od błyszczących bombek. Udziela mi się to jak sroce i mogłabym nic innego nie robić tylko gapić się na dekoracje i cieszyć czekaniem na Boże Narodzenie. A czekanie to też uplecenie wianka z pachnącego świerku, dodanie szczypty cynamonu do porannej owsianki, zapach obieranej w listopadzie pomarańczy i palenie w domu niezliczonej liczby świeczek prawie każdego wieczoru. Też tak macie, że listy prezentów dla najbliższych i ciast, które zamierzacie upiec (albo zjeść) w święta, macie gotowe już pod koniec listopada? :D Przed nami najpiękniejszy czas w roku! 
A na jesienne długie wieczory, w oczekiwaniu na pierniki i pierogi, polecam Wam duży kawałek brownie z solonym karmelem i pistacjami. Upiekłam je już jakiś czas temu, ale czekało na swoją odpowiednią chwilę chwały. To klasyczny przepis na brownie, do którego zużywam 2 tabliczki czekolady z wysoką zawartością kakao, ale to dodatek domowego karmelu i sól sprawiają, że smakuje tak obłędnie i wyjątkowo. Musicie spróbować, koniecznie z filiżanką mocnej kawy.
P.S mówiłam Wam, że pokażę Wam przepis na lody dyniowe, nie? To nie pokażę. Nie udały się zupełnie. A jeśli macie jeszcze niedosyt dyni, wszystkie przepisy z jej przeróżnym zastosowaniem, znajdziecie tutaj.


Składniki na brownie
kostka masła
pół szklanki cukru
2 tabliczki czekolady min. 70% kakao
3 jajka
1/3 szklanki mąki
łyżka esencji waniliowej
szczypta soli

Solony karmel
pół szklanki cukru
1/4 szklanki wody
1/3 szklanki słodkiej śmietanki 30%
gruba sól morska

+ 2 garście pistacji

W garnku roztapiam masło, dodaję pokruszoną na drobne kawałki czekoladę i cukier. Mieszam, aż składniki się rozpuszczą i połączą. Ogień pod garnkiem zmniejszam do minimum, dolewam esencję waniliową. Jajka bełtam widelcem w osobnej miseczce, dodaję do czekoladowej masy i energicznie mieszam. Powoli dosypuję mąkę i sól. Nie używam miksera, nie trzeba "napuszać" ciasta. 

Niedużą blachę do pieczenia wykładam papierem pergaminowym, wylewam na nie ciasto i równomiernie rozcieram. Ciasto piekę w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni C, ok 15-20 min. Gdy zacznie pękać na powierzchni, znaczy że gotowe.

Na patelni rozpuszczam cukier razem z wodą. Nie mieszam, ewentualnie potrząsam odrobiną patelnią, aby był równomiernie rozłożony. Gdy cukier mocno się rozgrzeje, zacznie bulgotać i zmieniać swoją barwę. Trwa to od kilku do kilkunastu minut, trzeba cierpliwie poczekać. Gdy cały się rozpuści, stanie szklisty i nabierze głębokiej złotej barwy, dolewam śmietankę i szybko mieszam. Na koniec dodaję sól - ilość zależy od tego, jak bardzo chcecie, aby karmel był słony, ja lubię czuć jego wyrazisty słodko-słony smak. Czekam chwilę, aż przestygnie i zgęstnieje.

Brownie polewam karmelem i posypuję drobno pokruszonymi w moździerzu pistacjami. Smacznego!




niedziela, 22 października 2017

Pumpkin pie - amerykańskie ciasto dyniowe

Pumpkin pie - krucha tarta dyniowa pieczona w Stanach Zjednoczonych tradycyjnie na Święto Dziękczynienia i Halloween. Ciasto jak dla mnie, zupełnie inne, niż wszystkie jakie do tej pory robiłam i jadłam. Oryginalny przepis na pumpkin pie uwzględnia dodanie masła orzechowego do spodu tarty. Nie rezygnujcie z niego - wzbogaca smak, kolor i aromat ciasta. Z kolei nadzienie ma śmieszną konsystencję budyniu. To połączenie mleka skondensowanego i pulpy dyniowej. Amerykanie często idą na skróty i kupują gotową pulpę dyniową Libby's w puszce, dostępna np. tutaj. Ja wykorzystałam zapasy domowego puree z dyni (przepis: klik), które po dodaniu korzennych przypraw sprawdziło się świetnie. 


Składniki na spód:
1,5 szklanki mąki
pół kostki zimnego masła
2 kopiaste łyżki masła orzechowego
2 jajka

Nadzienie:
puszka mleka skondensowanego słodzonego
2 szklanki puree z dyni
2 jajka
cała laska cynamonu
5-6 goździków
łyżeczka imbiru
2 ziarna kardamonu 
skórka starta z jednej pomarańczy

+ bita śmietana do dekoracji

Składniki na ciasto zagniatam ze sobą, tworząc gładkie, elastyczne ciasto. Owijam folią spożywczą i wkładam do lodówki na godzinę.

Mleko mieszam z puree z dyni, dodaję jajka. Wszystkie przyprawy rozcieram w moździerzu na drobny pył, wrzucam do masy mleczno-dyniowej, wraz ze skórką pomarańczową. Nie używam miksera.

Schłodzonym ciastem dokładnie wypełniam formę do tarty i nakłuwam je widelcem. Spód podpiekam w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez 15 min. Gdy lekko przestygnie, wylewam na nie nadzienie. Jego konsystencja będzie mocno płynna, ale nie martwcie się tym. Temperaturę zmniejszam do 180 stopni i wkładam ciasto do piekarnika jeszcze na 45-60 min. Jeśli w trakcie pieczenia brzegi tarty zaczną się mocno przypiekać, osłońcie je cienkimi paskami folii aluminiowej - ochroni to je przed przypaleniem. Ciasto musi się w pełni "ściąć" i wygładzić na wierzchu.

Pumpkin pie przed podaniem mocno schładzam w lodówce. Dekoruję bitą śmietaną i cynamonem. Smacznego!







wtorek, 22 sierpnia 2017

Brownie z jagodami

Powoli zaczynam wyczuwać nadchodzącą nieuchronnie jesień. Wszystkie znaki na ziemi i niebie nie próbują mnie wcale odwieźć od tego wrażenia. Wiecie czemu? Bo gdy wracam o stałej porze z siłowni czy salsy, to jest już szaro. Odsłaniając rano rolety, widzę od kilku dni zaparowane szyby, a wybierając koszulę do pracy, musiałam ostatnio zapalić światło. Poza tym na potęgę w lasach kwitną piękne wrzosy i grzyby też już się zrobiły takie bardziej jesienne... I żeby nie było, wcale nie rozpaczam. Szkoda tylko, że ciepła coraz mniej, dzień krótszy i wakacje się kończą. A jeśli kogoś nie pociesza fakt, że za chwilę zacznie się najbardziej kolorowa pora roku, będzie więcej czasu na czytanie pod kocem i znowu zacznie smakować gorąca herbata z cytryną, niech sobie upiecze brownie. Chyba żadne inne ciasto nie dostarcza tyle endorfin i kalorii, jak to megaczekoladowe ciasto. Ciężkie, wilgotne i maziste, wyjątkowo intensywne w smaku i aromatyczne. Wystarczy mi jego jeden kawałek, aby poczuć kojące, rozlewające się po całym ciele szczęście. Do tego brownie pakuję aż dwie tabliczki gorzkiej czekolady i całą kostkę masła (!). Inaczej się nie da, nawet nie można. Odchudzić brownie to tak, jakby zrobić pizzę bez sera albo pączki bez nadzienia - całość traci sens i na pewno nie powinno się już tak nazywać. Ale z dodatkami można już poszaleć. Aktualnie u mnie na tapecie są jagody, ale sprawdzą się też borówki albo orzechy laskowe. Jesienio - I'm ready!


Składniki:
kostka masła
2 tabliczki gorzkiej czekolady
3/4 szklanki cukru
łyżka ekstraktu waniliowego
3 jajka
1/3 szklanki mąki 

Do przygotowania ciasta używam tylko drewnianej łyżki, nie korzystam z miksera. Masło i czekoladę rozpuszczam w rondlu na bardzo małym ogniu. Dodaję cukier i ekstrakt waniliowy, mieszam, aż do rozpuszczenia i połączenia się wszystkich składników. Garnek zestawiam z ognia. W osobnym naczyniu rozbijam jajka i powoli dolewam je do ciepłej czekoladowej masy. Na koniec powoli dosypuję mąkę, a następnie dorzucam jagody i mieszam. Ciasto wylewam na niedużą blachę wyłożoną pergaminem i piekę w 170 stopniach przez 25 min.Wyjmuję z piekarnika, kroję, gdy lekko przestygnie. Smacznego!





wtorek, 30 maja 2017

Rustykalna tarta z truskawkami i ricottą

Za chwilę czerwiec i truskawki opanują mój świat zupełnie. Co prawda ze względu na mocno opóźnioną wiosnę, w tym roku chyba nie ma co liczyć na zawrotne 4 zł za kilogram czerwonych owoców, ale nie żałujcie sobie ani grama - sezon na nie trwa zdecydowanie zbyt krótko. Truskawki nie potrzebują wielu kompanów, aby zachwycać swoim smakiem i aromatem. Proste, niewyszukane składniki, totalny minimalizm i szybkość wykonania znaczą tutaj najwięcej, bo szkoda pogody na długie godziny spędzane w kuchni. Całość zamyka się w kruchej, trochę babcinej tarcie i posypuje cukrem pudrem (kiedyś na takie szybkie zagniatane ciasta mówiło się po prostu placek - rustykalne tarty to hipsterski wymysł, któremu się poddaje :P). Co by nie pisać wygląda fajnie, dobrze się trzyma w łapie i smakuje wspaniale. Dalej, pakować kosze i w drogę! Sezon piknikowy uważam za otwarty!


Składniki na kruchy spód:
2 szklanki mąki
2 jajka
3/4 kostki masła
2 łyżki cukru pudru

Nadzienie serowo-owocowe:
250 g ricotty
1 żółtko
1 łyżka ekstraktu z wanilii
2 łyżki cukru pudru/1 opakowanie cukru waniliowego
pół kilograma truskawek
2 łyżki cukru
2 łyżki mąki ziemniaczanej

Wszystkie składniki na ciasto zagniatam ze sobą, tworząc jednolitą i elastyczną  kulę. Owijam ją folią spożywczą i chowam do lodówki na min. pół godziny. Prostokątną blachę wykładam papierem pergaminowym. Schłodzone ciasto i blat podsypuję mąką, i wałkuję na grubość ok. 0,5 cm. Tak przygotowany spód przekładam do blachy, zostawiając po bokach nadmiar ciasta, które później będę zaginać (wystarczy 3-4 cm). Ciasto nakłuwam widelcem w kilkunastu miejscach i podpiekam 10 min w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni C.

Truskawki kroję na mniejsze kawałki i posypuję cukrem. Odstawiam na bok, aby puściły sok. Przed wymieszaniem truskawek z mąką ziemniaczaną, nadmiar soku odlewam.

Ricottę ucieram z żółtkiem, esencją i cukrem pudrem. Jeśli lubicie słodsze ciasta, możecie dodać więcej cukru. Na podpieczonym, lekko przestudzonym spodzie, rozsmarowuję masę serową i wykładam na wierzch truskawki wymieszane z mąką. Zostawione brzegi z nadmiarem ciasta zaginam do środka, tworząc "ramkę". Ciasto piekę w temperaturze 200 stopni C przez 10 min., a następnie 30 min. w 180 stopniach C. Przed podaniem posypuję je cukrem pudrem. Smacznego truskawkowego :)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Babka marmurkowa

Prosta, szybka w wykonaniu i bardzo smaczna babka marmurkowa. Tradycyjnie pojawia się na polskich stołach podczas świąt wielkanocnych obok babki drożdżowej i mini babeczek piaskowych. Przepis na tę babkę marmurkową pochodzi z pierwszej dorwanej przeze mnie w domu książki kucharskiej, z której uczyłam się piec kiedy byłam mała. "Piekę ciasta i ciasteczka" z 1987 roku autorstwa Wandy Piotrowiakowej przeszła ze mną sporo co niestety odbija się już mocno na jej  stanie używalności, ale przepisy są dalej niezawodne. Ta babka udaje się zawsze. Jest wilgotna, dobrze wyważona w smaku i ładnie trzyma kształt podczas pieczenia. Polecam na tegoroczne święta :)



Składniki:
1,5 szklanki mąki pszennej
0,5 szklanki mąki ziemniaczanej
3 łyżeczki proszku do pieczenia (zredukowałam je do jednej, w zupełności wystarczy)
3/4 kostki margaryny
1 szklanka cukru
6 jaj
3 łyżki kakao
aromat waniliowy (zastępuję go cukrem waniliowym) 
tłuszcz i bułka tarta do wysmarowania formy

Margarynę ucieram mikserem z cukrem i cukrem waniliowym na gładką masę. Po kolei wbijam wszystkie jajka. Masa może wyglądać na zważoną, ale nie przejmujcie się tym, bo nie będzie to miało wpływu na ostateczny smak i kształt ciasta. Mąki mieszam z proszkiem do pieczenia i dodaję po łyżce do masy, mieszając ją już drewnianą łyżką - zmniejszamy tym ewentualną możliwość zakalca. Piekarnik nagrzewam do 160 stopni C. Masę dzielę na dwie części w proporcjach 1/3 i 2/3. Do 1/3 dodaję kakao i dokładnie mieszam. Formę smaruję tłuszczem i wysypuję bułką tartą. Jeśli używacie formy sylikonowej, ten etap możecie pominąć.
Najpierw wylewam do formy białą część ciasta, następnie ciemną. Na wierzchu masy widelcem robię esy-floresy i zygzaki - dzięki którym kolory ciasta wymieszają się ze sobą. Babkę piekę 40-45 min. Gdy wystygnie polewam ją rozpuszczoną gorzką czekoladą. Smacznego





sobota, 1 kwietnia 2017

Kopiec Kreta

Tak, to ciasto da się zrobić nie używając popularnej mieszanki z torebki. Domowy kopiec kreta w smaku prawie nie różni się od znanej wszystkim ze sklepowych półek wersji w niebieskim kartoniku, a jednak jest pozbawiony spulchniaczy, jajek w proszku i wszelkich innych sztucznych dodatków, które znajdziecie z tyłu opakowania. W domowym przepisie najważniejsze jest chyba ciasto czekoladowe, które powinno być dość wilgotne i miękko kruszyć się w palcach przy rozcieraniu. Dzięki temu, łatwo uformujemy zgrabny kopiec i zachowamy jego lekkość. W sumie nie znam osoby, która nie lubi połączenia bananów, czekolady i bitej śmietany, więc z powodzeniem możecie je zaserwować na każdą okazję - od popołudniowej kawy po urodzinowy tort :)


Składniki na czekoladowy spód:
2 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki drobnego cukru 
4 płaskie łyżki kakao
2 jajka
1 szklanka mleka
1 szklanka oleju
pół łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody oczyszczonej   
 
Śmietanowa masa:
500 ml śmietanki kremówki 30%
1 śmietan-fix (można pominąć)
4 łyżki cukru pudru
1 tabliczka pokruszonej gorzkiej lub mlecznej czekolady 

Poncz do nasączenia czekoladowego ciasta:
sok z jednej cytryny
pół szklanki przegotowanej letniej wody

+ 6 dojrzałych bananów

Najpierw przygotowuję ciasto. W jednej misce łącze ze sobą suche składniki, w drugiej mokre (podobnie jak przy muffinkach czekoladowych). Miksuję całość ok minuty, napowietrzając ciasto.
Formę do tortownicy o średnicy 26 cm wykładam papierem do pieczenia i wylewam do niej ciasto, wyrównując powierzchnie łyżką. Ciasto piekę w 180 stopniach max. pół godziny. Najlepiej, aby sprawdzić, czy jest gotowe, wbijcie w niego drewniany patyczek - po wyjęciu powinien być suchy. Upieczone ciasto odstawiam do całkowitego ostudzenia.

Bananom odcinam czarne końce i obieram je ze skórki. Skrapiam sokiem z cytryny, aby nie ściemniały. Czekoladowe ciasto wykładam z formy i nacinam nożem jego górną warstwę po całym jego obwodzie. Uważajcie tylko, aby nie przekroić go zupełnie do końca, bo wyjdzie Wam obręcz, a nie ładny spód :P Odkrojoną część wydrążam delikatnie łyżką i odkładam na drugi talerz, krusząc drobno w palcach.




W tym samym czasie mocno schłodzoną śmietankę ubijam mikserem przez ok 2-3 minuty, aż powiększy swoją objętość i stanie się gęsta. Dodaję śmietan-fix, cukier puder i nadal miksuję, aż będzie sztywna i puchata. Na koniec wsypuję do niej pokruszoną na drobne kawałki czekoladę i mieszam wszystko już łyżką.

 

Pozostałą część soku z cytryny mieszam z wodą i skrapiam nim obficie spód ciasta. Układam na nim banany i wykładam śmietanę tworząc górkę. Całość oprószam odłożoną wcześniej częścią ciasta i lekko przyklepuję dłońmi. Kopiec przed podaniem schładzam w lodówce minimum 2 godziny. Smacznego!


Ach jooo! ;)



sobota, 4 marca 2017

Orzechowa szarlotka

Orzechową szarlotką żegnam na blogu zimę. Kiedyś w przedszkolu wiązało się marzanne i paliło ją w jakiejś sadzawce na polu. Dziś na szczęście mogę stosować w tym celu bardziej ekologiczne metody :P Pomimo tego, że pochodzę z totalnie "słodyczowej" rodziny, która kiedy ledwo przełknie ostatni kawałek schabowego, już domaga się kawy i ciasta, im jestem starsza, tym robię się coraz bardziej wybredna w tej kwestii. Nie ruszają mnie już biszkopty przełożone kiepskim kremem, sztuczne kolorowe dodatki, cukrowe masy, czy margarynowe ulepki. Zwyczajowa 2 cm. warstwa lukru na tradycyjnych jabłecznikach również do mnie nie przemawia... Dlatego też chyba tak bardzo upodobałam sobie tą szarlotkę. Potrzeba do niej niewielu składników, jest prosta, a jednocześnie oryginalna, bo z dodatkiem prażonych orzechów, które nadają jej wyjątkowej chrupkości. Wykorzystajcie do niej kwaśne jabłka, np. szare renety. Ich smak zrównoważy cienka warstwa bezy. Takie ciasta, trochę w babcinym stylu wzbudzają we mnie nostalgiczny nastrój i przypominają dobre chwile :) Udanego weekendu Wszystkim!




Składniki na orzechowy spód:
1,5 szklanki mąki
3 garście orzechów (u mnie mieszane: laskowe, włoskie, nerkowce, fistaszki)
3/4 kostki zimnego masła
pół szklanki cukru pudru
3 żółtka
pół łyżeczki proszku do pieczenia

Nadzienie jabłkowe:
5-6 kwaśnych jabłek
2 łyżki masła
2 łyżki miodu
opakowanie cukru waniliowego
3/4 szklanki sparzonych wrzątkiem rodzynek (można pominąć)
łyżeczka cynamonu

Beza:
3 białka
3 łyżki cukru pudru
łyżka cukru waniliowego

Orzechy prażę na patelni przez kilka minut. Gdy lekko przestygną, przesypuję je do worka i rozwalam tłuczkiem na bardzo małe kawałki. Do miski wsypuję mąkę, cukier puder, orzechy i proszek do pieczenia. Dodaję pokrojone na małe kawałki masło i całość zagniatam, dodając jedne po drugim żółtka (białek nie wywalamy, przydadzą się za chwilę). Z zagniecionego ciasta formuję kulę, owijam folią spożywczą i wkładam do lodówki na 45 min. lub do zamrażalnika na 20 min.

W czasie chłodzenia ciasta przygotowuję mus. Jabłka dokładnie myję, obieram ze skóry i wydrążam gniazda. Kroję je na mniejsze kawałki. W garnku roztapiam masło z miodem i wrzucam do niego jabłka. Wsypuję rodzynki, cynamon i cukier waniliowy. Całość prażę ok. 20 min. od czasu do czasu mieszając. Jabłka powinny zmięknąć i pod naciskiem łyżki lekko się rozpadać. Lubię kiedy są wyczuwalne ich małe kawałki, dlatego nie doprowadzam ich do całkowitego musu.

Ubijam białka na bezę. Pod koniec, gdy są już prawie sztywne, dodaję łyżka po łyżce oba cukry i miksuję jeszcze przez 2 minuty. Beza powinna być gładka, lśniąca i "ciągnąć się" po łyżce.

Tortownicę o średnicy 24 cm wykładam papierem pergaminowym. 3/4 schłodzonego ciasta ścieram na tarce i wyklepuję nim dno na ok. 2 cm grubości, zostawiając nieco więcej przy brzegach. Wykładam na nie lekko przestudzony mus, następnie ubite białka, a na wierzch ścieram pozostałą część ciasta. Szarlotkę piekę w 180 stopniach ok. 45 min. Podaję jeszcze ciepłą z kulką lodów waniliowych lub obficie posypaną cukrem pudrem. Smacznego!






środa, 28 września 2016

Chałwowiec

Mój organizm chyba wyczuł jesień, która formalnie odznaczyła się już w kalendarzu i powoli osiada na drzewach, polach, i w parkach, bo aż sam prosi się o więcej słodyczy, niekoniecznie pochodzących z owoców. Nie jestem superfanką chałwy, jednak to ciasto od pierwszego kęsa skradło moje serce. Jest intensywne w smaku, z mocno wyczuwalnym sezamowym akcentem. Dodatek alkoholu jeszcze bardziej podkręca jego charakter. Po raz pierwszy upiekłam je na rodziną uroczystość z okazji okrągłych urodzin jednej z cioć - wszystkim bardzo przypadło do gustu, jest bardzo deserowe. Gdyby więc dopadła was chandra w jesienne, co raz krótsze już popołudnia, skoczcie do sklepu po chałwę i pieczcie! Relaks i szał kubków smakowych gwarantowany ;)



Składniki:
6 jaj 
1 szklanka cukru
1 opakowanie cukru waniliowego
łyżka mąki
łyżeczka proszku do pieczenia
3 budynie czekoladowe
szczypta soli 

Poncz do nasączenia:
3 łyżki likieru czekoladowego lub kawowego
1 szklanka mocnej kawy

Krem:
3 szklanki mleka
2 budynie waniliowe
1/3 szklanki cukru pudru
200 g masła
400 g chałwy (u mnie waniliowa)
pół tabliczki gorzkiej czekolady, startej na grubych oczkach 


Rozdzielam żółtka od białek. Białka miksuję na wysokich obrotach ze szczyptą soli. Pod koniec ubijania dodaję po łyżce cukier i cukier waniliowy. Gdy cukier jest już roztarty, dodaję po kolei jajka. Mąkę przesiewam wraz z proszkiem przez sito i mieszam z budyniami. Powoli dosypuję suchą mieszaninę do ubitych jajek, delikatnie mieszając całość już tylko drewnianą łyżką. Tak przygotowaną masę, wylewam na przygotowaną wcześniej blachę wysmarowaną tłuszczem i bułką tartą. Ciasto piekę w 180 stopniach ok. 20 min. 

Budyń gotuję według przepisu na opakowaniu, studzę. Masło ucieram mikserem z cukrem pudrem, dodaję pokruszoną na kawałki chałwę. Na koniec po łyżce dodaję budyń. Aby przygotować poncz, zalewam wrzątkiem dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej gorącą wodą. Gdy wystygnie dodaję do niej likier i mieszam. Wystudzone ciasto, dzielę na dwa blaty. Jeden z nich układam na blaszce i nasączam ponczem. Wykładam sporą warstwę kremu i przykrywam drugim blatem. Ponownie nasączam i pokrywam kremem. Tak przygotowane ciasto najlepiej jest schłodzić przez 2 godziny w lodówce - krem bardziej stężeje i ciasto łatwiej będzie się kroiło. Przed podaniem całość dekoruję startą gorzką czekoladą. Smacznego :)