Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czekolada. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 maja 2018

Czekoladowe ciasto z cukinią

No nie idzie mi to blogowanie w tym roku... za to, to poniżej, to podobno najlepsze ciasto, jakie zrobiłam ostatnimi czasy :) Czekoladowe, miękkie i bardzo wilgotne dzięki dodatkowi cukinii. Spokojnie możecie zakończyć całą robotę tylko na jego upieczeniu - ciasto samo w sobie, bez dodatków jest bardzo dobre, a neutralna w smaku cukinia - niewyczuwalna. Jeśli jednak macie ochotę na coś bardziej wykwintnego, podzielcie je na 3 blaty, przełóżcie domową frużeliną i bitą śmietaną z mascarpone. Mi wyszedł z tego całkiem zgrabny "naked cake".
A w Trójmieście istne lato. Po powrocie z długiej majówki na południu, okazało się, że zieleń opanowała tutaj każdy kąt i powoli przekwitają już wiosenne kwiaty. Za to stragany zaczynają kipieć szparagami, truskawkami i botwiną. W sumie gdyby nie praca, większość czasu spędzałabym w lesie, na plaży albo balkonie, wyjadając z wiklinowego kosza wszystkie zabrane ze sobą smakołyki i czytając książki. Odliczam dni do kolejnego urlopu, a jak na razie wiosno trwaj!


Składniki na ciasto z cukinią:
1 i 3/4 szklanki mąki pszennej
1 łyżeczka sody
pół łyżeczki proszku do pieczenia
7 płaskich łyżek kakao
 szczypta soli
2 szklanki cukinii startej na dużych oczkachpół kostki masła
1 i 2/3 szklanki cukru
pół szklanki oleju słonecznikowego
łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 jajka
pół szklanki kwaśnej śmietany
pół tabliczki gorzkiej czekolady startej na tarce 

Frużelina z owoców leśnych:
pół kilograma mrożonych owoców leśnych
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej rozpuszczona w 2 łyżkach wody
2 łyżeczki żelatyny rozpuszczonej w 2 łyżkach wody


Bita śmietana:
300 ml śmietanki 30%
opakowanie mascarpone
2 łyżki cukru pudru
1 mały fix do śmietany

W misce mieszam ze sobą mąkę, proszek do pieczenia, sodę, sól i kakao.
Masło ucieram z cukrem mikserem, a gdy zaczyna jaśnieć, dodaję po kolei jajka i ucieram do połączenia się wszystkich składników. Następnie wlewam cienką strużką olej i ekstrakt waniliowy, potem śmietanę. Tak przygotowaną masę, łączę partiami z mieszaniną suchych składników, na koniec dorzucam cukinię i startą  gorzką czekoladę - teraz mieszam wszystko już tylko drewnianą łyżką.

Ciasto wylewam do tortownicy o średnicy 24 cm., wyłożoną papierem pergaminowym i piekę w 160 stopniach C przez ok 45 min. Po tym czasie, sprawdźcie drewnianym patyczkiem, jak wygląda jego środek - powinien być wilgotny, ale nie mokry. Jeśli ciasto będzie się jeszcze trochę ciągnęło lub będzie surowe, zwiększcie temperaturę do 180 stopni i pieczcie je jeszcze przez 10 min. 



Żelatynę dokładnie mieszam z wodą i odstawiam do napęcznienia. Mrożone owoce podgrzewam w rondlu z cukrem. Gdy zaczynają się lekko rozpadać, dodaję sok z cytryny i lekko zagęszczam je mieszaniną mąki i wody. Owoce zestawiam z palnika i dodaję do nich żelatynę, mieszając, aż całkowicie się rozpuści. Odstawiam do wystudzenia.

Mikserem ubijam na wysokich obrotach przez 2-3 min. zimną śmietankę. Gdy zaczyna gęstnieć, dodaję cukier puder i fix, miksuję przez kolejne 2 min. Na koniec dodaję partiami mascarpone i ubijam całość, aż masa krem stanie się gęsty i będzie "zatrzymywał" się na łyżce. 

Wystudzone ciasto dzielę na 3 blaty, przekładam po kolei frużeliną i bitą śmietaną. Na koniec można je oprószyć cukrem pudrem. Smacznego!








sobota, 18 listopada 2017

Brownie z solonym karmelem i pistacjami

Za 5 tygodni święta! W Trójmieście już wszystkie galerie toną w światełkach, a w sklepach zaroiło się od błyszczących bombek. Udziela mi się to jak sroce i mogłabym nic innego nie robić tylko gapić się na dekoracje i cieszyć czekaniem na Boże Narodzenie. A czekanie to też uplecenie wianka z pachnącego świerku, dodanie szczypty cynamonu do porannej owsianki, zapach obieranej w listopadzie pomarańczy i palenie w domu niezliczonej liczby świeczek prawie każdego wieczoru. Też tak macie, że listy prezentów dla najbliższych i ciast, które zamierzacie upiec (albo zjeść) w święta, macie gotowe już pod koniec listopada? :D Przed nami najpiękniejszy czas w roku! 
A na jesienne długie wieczory, w oczekiwaniu na pierniki i pierogi, polecam Wam duży kawałek brownie z solonym karmelem i pistacjami. Upiekłam je już jakiś czas temu, ale czekało na swoją odpowiednią chwilę chwały. To klasyczny przepis na brownie, do którego zużywam 2 tabliczki czekolady z wysoką zawartością kakao, ale to dodatek domowego karmelu i sól sprawiają, że smakuje tak obłędnie i wyjątkowo. Musicie spróbować, koniecznie z filiżanką mocnej kawy.
P.S mówiłam Wam, że pokażę Wam przepis na lody dyniowe, nie? To nie pokażę. Nie udały się zupełnie. A jeśli macie jeszcze niedosyt dyni, wszystkie przepisy z jej przeróżnym zastosowaniem, znajdziecie tutaj.


Składniki na brownie
kostka masła
pół szklanki cukru
2 tabliczki czekolady min. 70% kakao
3 jajka
1/3 szklanki mąki
łyżka esencji waniliowej
szczypta soli

Solony karmel
pół szklanki cukru
1/4 szklanki wody
1/3 szklanki słodkiej śmietanki 30%
gruba sól morska

+ 2 garście pistacji

W garnku roztapiam masło, dodaję pokruszoną na drobne kawałki czekoladę i cukier. Mieszam, aż składniki się rozpuszczą i połączą. Ogień pod garnkiem zmniejszam do minimum, dolewam esencję waniliową. Jajka bełtam widelcem w osobnej miseczce, dodaję do czekoladowej masy i energicznie mieszam. Powoli dosypuję mąkę i sól. Nie używam miksera, nie trzeba "napuszać" ciasta. 

Niedużą blachę do pieczenia wykładam papierem pergaminowym, wylewam na nie ciasto i równomiernie rozcieram. Ciasto piekę w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni C, ok 15-20 min. Gdy zacznie pękać na powierzchni, znaczy że gotowe.

Na patelni rozpuszczam cukier razem z wodą. Nie mieszam, ewentualnie potrząsam odrobiną patelnią, aby był równomiernie rozłożony. Gdy cukier mocno się rozgrzeje, zacznie bulgotać i zmieniać swoją barwę. Trwa to od kilku do kilkunastu minut, trzeba cierpliwie poczekać. Gdy cały się rozpuści, stanie szklisty i nabierze głębokiej złotej barwy, dolewam śmietankę i szybko mieszam. Na koniec dodaję sól - ilość zależy od tego, jak bardzo chcecie, aby karmel był słony, ja lubię czuć jego wyrazisty słodko-słony smak. Czekam chwilę, aż przestygnie i zgęstnieje.

Brownie polewam karmelem i posypuję drobno pokruszonymi w moździerzu pistacjami. Smacznego!




wtorek, 22 sierpnia 2017

Brownie z jagodami

Powoli zaczynam wyczuwać nadchodzącą nieuchronnie jesień. Wszystkie znaki na ziemi i niebie nie próbują mnie wcale odwieźć od tego wrażenia. Wiecie czemu? Bo gdy wracam o stałej porze z siłowni czy salsy, to jest już szaro. Odsłaniając rano rolety, widzę od kilku dni zaparowane szyby, a wybierając koszulę do pracy, musiałam ostatnio zapalić światło. Poza tym na potęgę w lasach kwitną piękne wrzosy i grzyby też już się zrobiły takie bardziej jesienne... I żeby nie było, wcale nie rozpaczam. Szkoda tylko, że ciepła coraz mniej, dzień krótszy i wakacje się kończą. A jeśli kogoś nie pociesza fakt, że za chwilę zacznie się najbardziej kolorowa pora roku, będzie więcej czasu na czytanie pod kocem i znowu zacznie smakować gorąca herbata z cytryną, niech sobie upiecze brownie. Chyba żadne inne ciasto nie dostarcza tyle endorfin i kalorii, jak to megaczekoladowe ciasto. Ciężkie, wilgotne i maziste, wyjątkowo intensywne w smaku i aromatyczne. Wystarczy mi jego jeden kawałek, aby poczuć kojące, rozlewające się po całym ciele szczęście. Do tego brownie pakuję aż dwie tabliczki gorzkiej czekolady i całą kostkę masła (!). Inaczej się nie da, nawet nie można. Odchudzić brownie to tak, jakby zrobić pizzę bez sera albo pączki bez nadzienia - całość traci sens i na pewno nie powinno się już tak nazywać. Ale z dodatkami można już poszaleć. Aktualnie u mnie na tapecie są jagody, ale sprawdzą się też borówki albo orzechy laskowe. Jesienio - I'm ready!


Składniki:
kostka masła
2 tabliczki gorzkiej czekolady
3/4 szklanki cukru
łyżka ekstraktu waniliowego
3 jajka
1/3 szklanki mąki 

Do przygotowania ciasta używam tylko drewnianej łyżki, nie korzystam z miksera. Masło i czekoladę rozpuszczam w rondlu na bardzo małym ogniu. Dodaję cukier i ekstrakt waniliowy, mieszam, aż do rozpuszczenia i połączenia się wszystkich składników. Garnek zestawiam z ognia. W osobnym naczyniu rozbijam jajka i powoli dolewam je do ciepłej czekoladowej masy. Na koniec powoli dosypuję mąkę, a następnie dorzucam jagody i mieszam. Ciasto wylewam na niedużą blachę wyłożoną pergaminem i piekę w 170 stopniach przez 25 min.Wyjmuję z piekarnika, kroję, gdy lekko przestygnie. Smacznego!





wtorek, 8 sierpnia 2017

Czekoladowe pancakes z borówkami

Nie mam czasu napisać tu nic więcej, niż tylko wymienić składniki i powiedzieć, że te pancake's są pycha. No i żebyście je sobie zrobili jutro rano, to będziecie mieli fajną środę. Pa!



Składniki:
2 szklanki mąki
1 szklanka mleka
1/4 szklanki oleju
1 jajko
2 łyżki kakao
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
pół tabliczki połamanej drobno gorzkiej czekolady

+ borówki amerykańskie
+ odrobina oleju do smażenia

Wszystkie składniki oprócz czekolady ze sobą chwilę miksuję na gładką masę. Dopiero wtedy dosypuję kawałki czekolady i mieszam łyżką. Odstawiam gotową masę na 5 min. W międzyczasie rozgrzewam patelnię do smażenia naleśników i smaruję ją lekko olejem. Łyżką wylewam małe porcje ciasta i smażę pancakes'y z obu stron - wystarczy chwila, jak na powierzchni zaczną wytwarzać się pęcherzyki powietrza, to znaczy, że trzeba przewrócić na drugą stronę. Podaję ze świeżymi borówkami i cukrem pudrem. Smacznego Koleżanko i Kolego!





sobota, 1 kwietnia 2017

Kopiec Kreta

Tak, to ciasto da się zrobić nie używając popularnej mieszanki z torebki. Domowy kopiec kreta w smaku prawie nie różni się od znanej wszystkim ze sklepowych półek wersji w niebieskim kartoniku, a jednak jest pozbawiony spulchniaczy, jajek w proszku i wszelkich innych sztucznych dodatków, które znajdziecie z tyłu opakowania. W domowym przepisie najważniejsze jest chyba ciasto czekoladowe, które powinno być dość wilgotne i miękko kruszyć się w palcach przy rozcieraniu. Dzięki temu, łatwo uformujemy zgrabny kopiec i zachowamy jego lekkość. W sumie nie znam osoby, która nie lubi połączenia bananów, czekolady i bitej śmietany, więc z powodzeniem możecie je zaserwować na każdą okazję - od popołudniowej kawy po urodzinowy tort :)


Składniki na czekoladowy spód:
2 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki drobnego cukru 
4 płaskie łyżki kakao
2 jajka
1 szklanka mleka
1 szklanka oleju
pół łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody oczyszczonej   
 
Śmietanowa masa:
500 ml śmietanki kremówki 30%
1 śmietan-fix (można pominąć)
4 łyżki cukru pudru
1 tabliczka pokruszonej gorzkiej lub mlecznej czekolady 

Poncz do nasączenia czekoladowego ciasta:
sok z jednej cytryny
pół szklanki przegotowanej letniej wody

+ 6 dojrzałych bananów

Najpierw przygotowuję ciasto. W jednej misce łącze ze sobą suche składniki, w drugiej mokre (podobnie jak przy muffinkach czekoladowych). Miksuję całość ok minuty, napowietrzając ciasto.
Formę do tortownicy o średnicy 26 cm wykładam papierem do pieczenia i wylewam do niej ciasto, wyrównując powierzchnie łyżką. Ciasto piekę w 180 stopniach max. pół godziny. Najlepiej, aby sprawdzić, czy jest gotowe, wbijcie w niego drewniany patyczek - po wyjęciu powinien być suchy. Upieczone ciasto odstawiam do całkowitego ostudzenia.

Bananom odcinam czarne końce i obieram je ze skórki. Skrapiam sokiem z cytryny, aby nie ściemniały. Czekoladowe ciasto wykładam z formy i nacinam nożem jego górną warstwę po całym jego obwodzie. Uważajcie tylko, aby nie przekroić go zupełnie do końca, bo wyjdzie Wam obręcz, a nie ładny spód :P Odkrojoną część wydrążam delikatnie łyżką i odkładam na drugi talerz, krusząc drobno w palcach.




W tym samym czasie mocno schłodzoną śmietankę ubijam mikserem przez ok 2-3 minuty, aż powiększy swoją objętość i stanie się gęsta. Dodaję śmietan-fix, cukier puder i nadal miksuję, aż będzie sztywna i puchata. Na koniec wsypuję do niej pokruszoną na drobne kawałki czekoladę i mieszam wszystko już łyżką.

 

Pozostałą część soku z cytryny mieszam z wodą i skrapiam nim obficie spód ciasta. Układam na nim banany i wykładam śmietanę tworząc górkę. Całość oprószam odłożoną wcześniej częścią ciasta i lekko przyklepuję dłońmi. Kopiec przed podaniem schładzam w lodówce minimum 2 godziny. Smacznego!


Ach jooo! ;)



niedziela, 18 grudnia 2016

Domowe śliwki w czekoladzie

Dzisiaj kolejna porcja słodyczy hand made, które z powodzeniem możecie podarować bliskim z okazji Świąt Bożego Narodzenia. Z racji tego, że zanim obleje śliwki czekoladą to pozwalam "napić" się im sporej ilości alkoholu, raczej nie dawajcie ich dzieciom :P Myślicie pewnie, że nie ma sensu bawić się w babranie czekoladą w domu i tkwić 2 godzin w kuchni, skoro można iść do sklepu i za 12 zł kupić sobie gotowe opakowanie słodkości, ale w tym cały embaras. To nie będą już wtedy śliwki zrobione przez WAS. Prezenty wykonane ręcznie są wyjątkowe, bo robione specjalnie z myślą o danej osobie. W ich wykonanie wkładamy czas, energię i serce. A nie ma chyba cenniejszego prezentu, niż podarowanie komuś kawałka siebie, na dodatek w czekoladowym wydaniu :)




Składniki: 
Opakowanie śliwek, u mnie 250 g
250 ml whisky albo rumu
tabliczka gorzkiej czekolady
pół szklanki śmietanki 30%
szczypta chili
szczypta soli

Śliwki namaczam w alkoholu przez całą noc, odsączam i osuszam lekko papierowym ręcznikiem. W garnku podgrzewam śmietankę z chilli, solą i dodaję do niej rozdrobnioną gorzką czekoladę. Mieszam, aż się rozpuści i utworzy błyszczącą, jednolitą masę. Przygotowuję kratkę do pieczenia i podkładam pod nią talerz, dzięki temu nie zmarnuję ściekającej polewy. Śliwki nakłuwam na wykałaczki i maczam je w rozpuszczonej czekoladzie. Odkładam kolejno na kratkę i czekam, aż lekko zastygną. Po tym czasie chowam je do lodówki na kilka godzin, aby czekolada zupełnie stężała. Możecie ten proces przyspieszyć i włożyć oblane śliwki do zamrażalnika na godzinę, jednak istnieje możliwość, że czekoladki nie będą już tak błyszczące. Enjoy!



środa, 16 listopada 2016

Tartinki kokosowe w czekoladzie

Bardzo kruche tartinki z bardzo kokosowym nadzieniem, oblane czekoladą oczywiście bardzo czekoladową :D Takie małe kokosowe co-nie-co. Długo się wzbraniałam przed robieniem spodów do ciast z gotowych ciasteczek, bo wydawało mi się to kompletnie bez sensu. Ciasto z ciasta, kupić gotowe tylko po to, żeby przerobić na "nowe"? Co najmniej dziwne. Z drugiej strony wychodząc z założenia, że nie można hejtować czegoś, czego się nawet nie spróbowało, poszłam w to i... spodobało mi się. Po kilku próbach stwierdzam, że jest to metoda szybsza, mniej pracochłonna i często nawet niewymagająca pieczenia. Mogę używać herbatników, oreo, ciastek owsianych albo biszkopciaków, dodawać przyprawy korzenne, kakao albo bakalie i za każdym razem wyjdzie coś ciekawego. Jasne, ktoś może powiedzieć, że to żaden "cake", ale nikt też nie mówił, że będzie tylko "bake" :P Tak więc w kuchni, jak w życiu - warto otwierać się na nowe. Efekty mogą okazać się zaskakujące ;)




Składniki na ciasteczkowy spód: 
4 szklanki pokruszonych czekoladowych herbatników
3/4 kostki roztopionego masła

Kokosowe nadzienie:
2 szklanki wiórków kokosowych
3/4 szklanki słodzonego mleka skondensowanego 
tabliczka roztopionej białej czekolady

Czekoladowy ganache:
pół tabliczki ciemnej czekolady
pół tabliczki mlecznej czekolady
pół szklanki śmietanki 30%

Drobno kruszę ciastka i mieszam z masłem. Najlepiej użyć do tego blendera o dużej mocy, ale możecie je przerzucić również do foliowego worka i mocno zbić tłuczkiem. Tak przygotowaną wilgotną masą wykładam foremki do tartinek mocno przyciskając ciasto do dna. Spody podpiekam w piekarniku nagrzanym do 175 stopni C przez 10 min.

Białą czekoladę rozpuszczam w kąpieli wodnej. Mieszam razem z wiórkami i mleczkiem skondensowanym. Masa będzie dość gęsta, ale za to lepsza do formowania. Ciemną i mleczną czekoladę podgrzewam razem ze śmietanką w rondlu od czasu do czasu mieszając. Lekko studzę. 

Ręcę lekko zwilżam chłodną wodę i formuję z kokosowej masy ok. 4 cm kulki, które spłaszczam i wykładam na schłodzone spody tartinek. Całość oblewam czekoladowym ganache i schładzam w lodówce przynajmniej godzinę. Smacznego!









środa, 5 października 2016

Czekoladowy budyń jaglany

Ten budyń to czysta rozpusta. Jest jedwabisty, sycący, mała miseczka zaspokaja w zupełności chęć na coś słodkiego. Dołącza do mojej listy ulubionych domowych deserów. Bardziej będzie smakować fanom gorzkiej czekolady, ale wypróbujcie też wersję z mleczną - wyjdzie słodszy, ale równie pyszny. Budyń jaglany mogą jeść osoby nietolerujące glutenu, a także weganie jeśli mleko krowie zastąpimy roślinnym. Gwarantuje, że gdy go posmakujecie, już nigdy nawet nie spojrzycie w sklepie na ten z torebki :) Orzechy i szczypta cynamonu podkręcają jeszcze bardziej jego smak i nastrajają dobrze na jesień. Szczególnie w takie zimne i wietrzne popołudnia jak dziś w Gdańsku...

Składniki:
pół woreczka kaszy jaglanej
1 łyżka płatków jaglanych 
pół szklanki mleka krowiego, można zastąpić roślinnym
1/4 szklanki śmietanki 30%
3 paski gorzkiej czekolady 
szczypta cynamonu 
orzechy laskowe

Kaszę płuczę pod bieżącą wodą 2 krotnie. Do rondla wlewam mleko i śmietankę, dosypuję kaszę i pokruszoną na kawałki czekoladę. Całość gotuję ok 7 min. od czasu do czasu mieszając. Gdy kasza jest już miękka i gęsta, zdejmuję ją z ognia i blenduję na gładki budyń. Przelewam do miseczki, posypuję cynamonem i orzechami laskowymi. Smacznego


piątek, 23 września 2016

Ciasto czekoladowe z całymi gruszkami

Jak zobaczyłam to ciasto w sieci od razu postanowiłam, że będzie kolejnym, które upiekę. Spodobał mi się pomysł, aby nie kroić owoców, tylko umieścić je w całości w formie. Przyznajcie, że wygląda bardzo efektownie ;) Myślę, że doskonale sprawdzi się na rodzinnej uroczystości, ale i w zwykłe jesienne popołudnie, do filiżanki gorącej herbaty z cytryną. Na czekoladę znajdzie się zawsze miejsce, czas i pora. A na czekoladę połączoną ze słodką i aromatyczną gruszką to już w ogóle. Miałam lekki problem, aby utrzymać gruszki w pionie podczas pieczenia (pomimo ścięcia im dupek), ale w końcu się udało. Syrop, w którym najpierw należy moczyć owoce zawiera sporo korzennych przypraw, które roztaczają w domu przyjemny, ciepły aromat podczas gotowania... No taką jesień to ja rozumiem! :)



Nie wiem, kto upiekł to ciasto po raz pierwszy, ale wpadły mi w oko zdjęcia z mojewypieki.com 
Zmodyfikowany przepis przedstawiam poniżej:

Składniki:
150 g czekolady min. 70%
1 szklanka cukru
120 g masła
4 jajka
1/3 szklanki mąki
1 czubata łyżka kakao
pół łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki amaretto lub rumu

Syrop do owoców:
3/4 litra wody
pół szklanki cukru
kilka goździków
gwiazdka anyżu
laska cynamonu
5 ziaren kardamonu
2 łyżki soku z cytryny

Polewa czekoladowa:
3/4 tabliczki czekolady (u mnie gorzka)
1/4 szklanki śmietanki
odrobina syropu z gotowania gruszek

+ 4 nieduże gruszki

W garnku zagotowuję wodę z cukrem na syrop. Dorzucam przyprawy i sok z cytryny. Gruszki obieram ze skórki, zostawiam im ogonki, ale pozbywam się gniazd nasiennych. Można zrobić to np. łyżką lub specjalną wykrawaczką do owoców. Ścinam gruszom "dupki" tak, aby stały prosto w blaszce z ciastem. Zanurzam je w syropie i gotuję ok. 20 min. Ważne, aby gruszki się nie rozpadały, wystarczą, że będę miękkie kiedy wbijemy w nie patyczek. Gdy są już gotowe, wyjmuję je z syropu na talerz, aby lekko przestygły.

W kąpieli wodnej roztapiam czekoladę, lekko studzę. Masło ucieram z cukrem na puszystą, jasną masę. Po kolei wbijam jajka i nadal miksuję. Dodaję czekoladę i alkohol. Mąkę przesiewam wraz z kakao i proszkiem, dodaję powoli do masy i mieszam drewnianą łyżką. Ciasto przekładam do wysmarowanej blachy i układam w nim gruszki ogonkami do góry. Piekę ok. 45 min w 180 stopniach.

Aby przygotować polewę, podgrzewam śmietankę i roztapiam w niej czekoladę. pod koniec dodaję do niej 3 łyżki syropu po gotowanych gruszkach. Gdy ciasto wystygnie, polewam je czekoladą. 
 Smacznego!





wtorek, 9 sierpnia 2016

Czekoladowa tarta z malinami i jeżynami

Pogoda w Trójmieście nie rozpieszcza. Zamiast kąpać się w Zatoce, przesiadywać do późna na tarasie albo schładzać domową kawą mrożoną, szukam pary kaloszy i czaje się na moment kiedy przestanie lać, żeby wyskoczyć z psem na spacer. Jemu też przydałby się swoją drogą sztormiak albo chociaż jakaś pelerynka... Zdjęcia do dzisiejszego posta to ostatnio wyjątkowe i liczone na palcach u jednej ręki słoneczne momenty, łapane z doskoku (gdy zbierałam cały "plener" już zaczynało znowu kropić :P). Na szczęście mimo październikowej aury, możemy pocieszać się dobrodziejstwami tej pory roku, czyli malinami, jeżynami, śliwkami, pomidorami i fasolką szparagową. Do tego czekolada na poprawę nastroju i w sercach znowu lato :)




Składniki:
1,5 szklanki mąki
pół kostki zimnego masła (100 g)
3 żółtka
1/2 szklanki cukru pudru
3 płaskie łyżki kakao
odrobina soli

Krem:
2 małe kubeczki śmietanki kremówki 30%
tabliczka czekolady gorzkiej
tabliczka czekolady mlecznej
1 łyżka kakao

+ świeże maliny i jeżyny

Dzień wcześniej przygotowuję krem. W rondlu zagotowuję śmietankę. Czekoladę siekam lub rozbijam tłuczkiem na drobne kawałki i dodaję do gorącej śmietanki. Mieszam, aż się cała rozpuści. Dodaję kakao i ponownie mieszam. Masę odstawiam do ostygnięcia, a następnie chłodzę w lodówce przez całą noc.

Mąkę, sól, cukier i kakao mieszam w misce. Wbijam jajka i kroję na mniejsze kawałki zimne masło. Całość zagniatam szybko ręką od czasu do czasu podsypując odrobinę mąką. Gdy ciasto jest zwarte i elastyczne, formuję z niego kulę i owijam folią spożywczą. Chłodzę w lodówce min. 30 min. 

Schłodzone ciasto rozwałkowuję na blacie i wykładam nim formę do tarty. Piekę je wyłożone papierem pergaminowym i obciążone kulkami ceramicznymi w 180 stopniach przez ok. 25 min. 

Schłodzoną czekoladową śmietankę ubijam mikserem, najpierw na niskich obrotach, następnie na wysokich. Powinna mieć konsystencję musu i nie spływać nabrana na palec. Tak przygotowany krem wykładam na upieczony spód i dekoruję świeżymi owocami. Tartę należy przechowywać w lodówce. Smacznego :)







 


wtorek, 17 listopada 2015

Brownie z karmelem i fistaszkami

Są takie dni kiedy napada mnie ochota na coś czekoladowego. I nie zawsze oznacza to, że jest mi smutno czy, że mam chandrę :P Po prostu wzywa mnie czekoladowy głód, któremu nie potrafię się oprzeć. To ciasto to marzenie każdego czekoladoholika - używam do niego aż dwóch tabliczek czekolady! Jest niesamowicie intensywne w smaku i aromacie, mogłabym nawet powiedzieć, że wyrafinowane. Ciężkie, wilgotne, a jednocześnie ciągnące się poprzez karmel i chrupiące dzięki prażonym fistaszkom. Zmysłowe szaleństwo. Jeden kawałek w zupełności zaspokaja ochotę na coś słodkiego, ale kto by tam kończył na jednym kawałku... ;) 

Składniki na brownie:
2 ciemne czekolady (min. 70%)
szklanka drobnego cukru
3 jajka
szklanka mąki
3/4 kostki masła

Karmel:
3/4 szklanki cukru
małe opakowanie śmietanki 30%

+ 3 garści fistaszków



W rondlu rozpuszczam masło i rozdrobnioną czekoladę na brownie. W międzyczasie w mikserze ubijam ucieram jajka z cukrem. Gdy masa jest już puszysta i biała, powoli dodaję do niej ostudzone masło z czekoladą. Mąkę przesiewam przez drobne sitko i delikatnie mieszam z masą. Całość przelewam do niskiej formy wysmarowanej tłuszczem i wyłożonej pergaminem. Piekę w 170 stopniach przez 20 min. 

Fistaszki obieram ze skorupek, rozdrabniam tłuczkiem w woreczku foliowym i prażę na rozgrzanej patelni, aż się zrumienią, a nawet lekko przypalą.

Aby uzyskać domowy karmel, na patelnię (najlepiej takiej z powłoką zapobiegającą przywieraniu) wsypuję cukier i mocno podgrzewam. W tym czasie cukru się nie miesza. Kiedy całkowicie się rozpuści i zbrązowieje, lekko obracam i potrząsam patelnią, aby uzyskać jednolitą konsystencję i upewnić się, że nie ma żadnych grudek. Następnie szybko dodaję śmietankę i energicznie mieszam całość. UWAGA! Karmel będzie mocno wrzał, bąbelkował i się pienił. Po około minucie, zdejmuję patelnię z ognia i chwile czekam, aż karmel zgęstnieje. Polewam nim wystudzone brownie i posypuję obficie orzeszkami. Smacznego!