Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciastka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciastka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 lutego 2018

Churros con chocolate

Karnawał trwa w najlepsze, a jeśli jest karnawał to musi być pączek. Albo chrust, oponka, cokolwiek co jest słodkie, smażone i tłuste :D Churros con chocolate spełniają wszystkie te warunki. Są chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku, najlepiej smakują ledwo co wyjęte na talerz, jeszcze ciepłe. Churrosy to tradycyjny hiszpański przysmak, podawany najczęściej na śniadanie w towarzystwie sosu czekoladowego, drobnego cukru lub cynamonu. W Hiszpanii można je kupić praktycznie wszędzie, w domu zrobicie je w max. 25 min. Nie ma szans, że zjecie jednego czy dwa - wciągają szalenie. Instrukcja wygląda mniej więcej tak: łapiemy churrosa, maczamy go w gęstym sosie czekoladowym i zjadamy. Popijamy łykiem mocnej, gorzkiej kawy i sięgamy po kolejne churro... Milionów kalorii nie liczymy, po co psuć zabawę. Cały proces powtarzamy, aż talerz będzie pusty. Dacie radę!

 
Składniki na dwa duże talerze:
2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka mleka
1/4 kostki masła
2 łyżki cukru
szczypta soli
łyżka esencji waniliowej/1 opakowanie cukru waniliowego
3 jajka 

+ 1 litr oleju słonecznikowego do smażenia

Sos czekoladowy:
tabliczka gorzkiej czekolady
3/4 szklanki śmietanki 30%
szczypta cynamonu
szczypta pieprzu cayenne
opcjonalnie 2 łyżki brandy lub rumu



W garnku podgrzewam mleko z masłem i cukrem, mieszam. Gdy zaczyna się gotować, zmniejszam ogień do minimum, dodaję sól i dosypuję powoli mąkę. Energicznie mieszam ciasto, które jest bardzo gęste, staram się zlikwidować wszystkie możliwe grudki. Gdy przyjmie zwartą, jednolitą konsystencję, odstawiam je do przestudzenia. 

W garnku podgrzewam śmietankę z przyprawami i alkoholem. Gdy jest już gorąca, dodaję do niej pokruszoną na małe kawałki czekoladę. Całość mieszam, aż sos będzie gęsty i gładki. Jeszcze ciepły przelewam do miseczek.

Olej wlewam do niedużego, ale wysokiego garnka i mocno rozgrzewam.

Wracam do ciasta. Wbijam po kolei całe jajka i miksuję. Zależy mi na tym, aby miało jednolitą konsystencję dość gęstego kremu. Nakładam go do szprycy cukierniczej i wyciskam bezpośrednio na bardzo gorący olej. Gdy tłuszcz ma odpowiednią temperaturę, smażenie zajmuje zaledwie 20-30 sekund. Churrosy obracam łyżką cedzakową w garnku, aby wysmażyły się ze wszystkich stron i przekładam na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem. 

Podaję ciepłe z mocną, gorzką kawą . Można posypać je też cukrem pudrem lub cynamonem. Smacznego!





piątek, 8 grudnia 2017

Pierniki II - najlepszy przepis

Pieczenie pierników to wielka radość i przyjemność, a pieczenie pierników w dużym gronie to absolutnie jedna z najlepszych grudniowych radości! W składzie dziewięciu dorosłych i czwórki dzieci (w sumie to szóstki, z tym, że najmniejsza dwójka kibicowała nam z pozycji brzuchów swoich Mam ;) wykroiliśmy, upiekliśmy i udekorowaliśmy blisko 150 pierników. "Jedynie" ich 1/3 część została w międzyczasie od razu zjedzona, jednak pozostałe trafiły jak co roku do blaszanych pudełek i szklanych słoików, aby zdążyły skruszeć do Bożego Narodzenia :P
Gdy decydujemy się na pieczenie z dziećmi, warto zadbać o to, aby ciasto było naprawdę gładkie i nie przywierało do blatu. Tylko wtedy wykrojone małymi łapkami pierniki, zachowają swój kształt i będą sprawiać frajdę najmłodszym. Sprawdzony przepis, którym dzielę się poniżej, dostałam do Mamy. Jego opracowanie wymagało kilku podejść - co roku coś modyfikuję, dodaję, odejmuję... Warto jednak popróbować, żeby dojść do wersji najlepszej. Potem wystarczy już zadbać tylko o lukry we wszystkich kolorach tęczy, czekoladowe polewy, 6 rodzajów posypek, bakalie i można się bawić! :D



Składniki:
z podanych ilości wychodzi ok 3 blach średniej wielkości pierników
pół kilograma mąki + ok pół szkl. na podsypywanie
szklanka miodu
pół szklanki cukru
150 g masła
1 jajko
łyżeczka sody
szczypta soli

Miód podgrzewam na małym ogniu z cukrem, przyprawami i masłem. Masę lekko mieszam i uważam, aby się nie zagotowała. Gdy składniki się połączą, zdejmuję naczynie z ognia i odstawiam do ostygnięcia. Mąkę przesiewam z solą i sodą, dodaję przyprawy. Masę miodową mieszam z roztrzepanym jajkiem i łączę z suchymi składnikami. Wyrabiam gładkie i elastyczne ciasto. Początkowo jest ono dość rzadkie dlatego warto przygotować je dzień wcześniej i zostawić na noc w lodówce by stężało. 



Blat posypuję mąką. Ciasto rozwałkowuję na grubość około 5 mm i wykrawam kształty. Pierniki układam na blasze wyłożonej pergaminem i piekę około 10 minut w temperaturze 180 stopni. Smacznego!



Wycinanie kształtów to największa zabawa. Gdybym miała wybrać swoją ulubioną foremkę to byłaby chyba gwiazdka... Chociaż jak widać wyżej, łoś też jest spoko ;) 


Aby zrobić kolorowy lukier, dodajcie do tradycyjnie przygotowanej glazury kolorowe barwniki spożywcze. My korzystaliśmy z barwników w paście, które równomiernie rozpuszczają się w lukrze i nie tworzą grudek.


A miał być prezent dla Babci...


Całe szczęście, że wyobraźnia DOROSŁYCH nie zna granic :D

niedziela, 25 czerwca 2017

Portugalia cz 2. Kawa, słodkości i inne przyjemności

No i mamy lato :) Właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę, że gdyby nie moja uważność na pory roku, które tutaj "odliczam" i sezonowość, której jestem wierna w kuchni, pewnie nawet nie zdążyłabym zarejestrować, że właśnie rozpoczęły się wakacje, a świeża wiosna niepostrzeżenie ustąpiła miejsce ciepłemu i deszczowemu (przynajmniej w Trójmieście) latu. 
Dziś wracam jeszcze na chwilę do Portugalii, a dokładniej do zapowiadanej w 1 cz., o winie i jedzeniu, jej najsłodszej wersji, czyli ciast, kawy oraz pozostałych kulinarnych atrakcji. Portugalczycy uwielbiają słodycze, co widać właściwie na każdym kroku, zwiedzając duże miasta i najmniejsze wsie. Więcej, niż piekarni, cukierni i kawiarni jest tam chyba tylko salonów optycznych (serio, zastanawialiśmy się nawet, czy Portugalczycy mają jakoś genetycznie upośledzony wzrok ;)). Oblegane zazwyczaj rano i po południu, co ciekawe, cieszą się też popularnością w późnych godzinach - niejednokrotnie spotkaliśmy o 1 czy 2 w nocy wypełnione lokalsami kawiarnie, którzy zagryzając kruche ciastko, popijali je mocnym espresso. Być może jest to niezły patent by dotrwać w dobrej kondycji do końca imprezy, których na ulicach Lizbony czy Lagos nie brakuje nawet w środku tygodnia. Wracając do samych słodyczy, pomimo, że ich wybór jest ogromny, są mało zróżnicowane i raczej nie zaskakują swoim wyglądem. Nie przesadzę też, jeśli powiem, że Portugalia żółtkiem i cukrem stoi, bo to właśnie te dwa składniki tworzą bazę, z których robi się wszelkiego rodzaju nadzienia. Fakt, mogą być gęste, bardziej rozlewające się, z dodatkiem cynamonu albo o konsystencji budyniu, ale zazwyczaj jest to jakaś wariacja bliżej nam znanemu koglowi-moglowi ;)

Trzy różne, a jednak prawie takie same - Ovos Moles, czyli miękkie jaja, to tradycyjne, małe ciasteczka wywodzące się z Aveiro. Zazwyczaj opatulone cienkim płatem ciasta, przypominającym nasz wigilijny opłatek, wypełnione gęstym, lekko galaretkowatym kremem z zółtek i cukru. Wybraliśmy ich kilka wersji, licząc, że może jednak czymś się od siebie różnią. Nie, smakowały identycznie :D (Aveiro)

Biszkoptowy omlet z rozpływającym się, baardzo słodkim nadzieniem żółtkowo-cukrowym. Często, jedno ciastko na pół, wystarczająco zaspokajało naszą potrzebę zjedzenia deseru. Ich słodycz bardzo dobrze łamie mocny i głęboki smak espresso, które w całej Portugalii jest przepyszne. (Azeite)
Tak, ciastko w zebrę również zawierało w sobie nadzienie a'la kogel-mogel ;) (jakieś miasteczko pod Fatimą, ale kto by pamiętał, jak się nazywa)
Najpopularniejszym, a zarazem chyba też najsmaczniejszym ciastkiem w Portugalii są Pasteis de nata. To mini tarty z ciasta półfrancuskiego, wypełnione waniliowym budyniem i posypane cukrem pudrem lub cynamonem. Często też spotykaliśmy ich wersję z lekko przypalonym wierzchem, gdzie cukier tworzył cienką skorupkę, podobnie, jak w francuskim creme brulee. 

Pasteis de nata na drugie śniadanie. W wersji z cukrem pudrem i bez niczego. (Porto)

W Lizbonie z kolei, niedaleko pięknej Katedry Hieronimitów, znajduje się cukiernia Pasteis de Belem, w której z oryginalnego przepisu, powstają tarty o tej samej nazwie. Jest to najpopularniejsza cukiernia w całej Lizbonie, przez to też, Portugalczycy słynne mini tarty często nazywają na przemian pasteis de belem lub pasteis de nata.

Manteigaria Fabrica de Pasteis de nata - najlepsza cukiernia, którą odwiedziliśmy. Pasteisy są tutaj robione na bieżąco. Ludzie wpadają i wypadają, nawet nie siadają, tylko przy długim blacie jedzą jeszcze gorące, wyjęte prosto z pieca ciastko, wypełnione obłędnym, świeżym budyniem i posypane cynamonem. Plus oczywiście, nieodłączny mocny shot espresso. I w drogę! (Lizbona)


Bardzo nas bawiło, że pomimo, iż większość słodyczy była do siebie dość podobna, w każdym miejscu, które zwiedzaliśmy zachęcano nas do spróbowania "ichniejszych", lokalnych i tradycyjnych przysmaków, które powstają tylko w tym właśnie miejscu :) Tym sposobem daliśmy się skusić na mnóstwo ciastek z koglem-moglem, ale też odkryliśmy, m.in.: taką perełkę, jak:

Ginja - wiśniowa kwaśno-słodka nalewka, podawana w czekoladowych mini kieliszkach. Tradycyjny trunek pochodzący z Obidos. Już samo podanie to niezły bajer, a sam smak wiśniówki - pycha (Obidos)
Jeden z niewielu deserów, który jedliśmy, a który miał w sobie owoce - szarlotka z lodami cynamonowymi. Dużym zdziwieniem był dla mnie fakt, że w Portugalii tak mało słodyczy było owocowych. W całym kraju pomarańcze, brzoskwinie, morele i truskawki piętrzą się w warzywniakach i na targach, ale w cukierniach spotykaliśmy je bardzo rzadko... (Comporta)
Ice cream everywhere! Od lewego górnego rogu: Lagos, Lizbona, Porto, Braga.



Poza radochą, jaką dawało mi codziennie picie przepysznej kawy i próbowanie nowych słodyczy, dużą frajdę miałam także z odwiedzenia najstarszej księgarni w Porto, która była inspiracją dla J. K. Rowling podczas pisania pierwszej części przygód Harry'ego. Wystrój księgarni, której serce stanowią kręte schody, książki piętrzące się na półkach od podłogi po sufit i niesamowita atmosfera tego miejsca, robią naprawdę dobre wrażenie. Pomijając już fakt, że miałam ochotę wykupić z niej przynajmniej połowę książek kucharskich, które oferowała :)


Targi jedzeniowe to kolejny punkt na mapie Portugalii, który warto uwzględnić na mapie wycieczki. Dostaniecie na nich wszystko, co tylko chcecie. Od warzyw, przez owoce, ryby, owoce morza, po oliwki i wielkie kawałki przepysznych wędzonych szynek.


Jak widać na załączonym zdjęciu, lubimy piwo, a piwo lubi być fotografowane ;) Mało tego, jest bardzo towarzyskie praktycznie o każdej porze doby. Od lewego górnego rogu: w południe (Boca do Inferno, z portugalskiego oznaczające Wrota do piekieł, Cascais), po południu (najbardziej wysunięty na zachód kraniec Europy, tam, gdzie kończy się świat - Paco da Rocha), wieczorem (Torre de Bellem, pod wieżą w Belem, Lizbona) i w nocy (plaże w Portimao)

Popularna w całej Portugalii Sangria - słodko-kwaśny drink z wina, soku i owoców. Często podawany w wielkich dzbankach z lodem (Braga)

Portugalia ma mnóstwo do zaoferowania - zabytki, wspaniałe widoki, niezapomniane miejsca, przepiękną roślinność, a przede wszystkim nieziemsko dobre jedzenie i wino. Jeśli macie więcej czasu, poświęćcie jej więcej uwagi, niż tylko zwiedzanie Lizbony. Cały kraj, od Bragi na północy, po Lagos i Portimao na południu, zwiedziliśmy w ciągu 10 dni. Bez pośpiechu, bez tłumów, za to z wielką ciekawością i fascynacją. To jeden z tych kierunków, w stronę którego chciałabym jeszcze wiele razy zawrócić. Pięknych wakacji Wszystkim!


środa, 14 grudnia 2016

Świąteczne ciasteczka cynamonowe

Zamieniłam dom w manufakturę ciastek. Są wszędzie. Na każdej płaskiej powierzchni piętrzą się stosy gwiazdek, reniferów, choinek i serduszek - można dostać oczopląsu. Jeśli ktoś nie jest fanem pierników, może skusić się na ciasteczka z tego przepisu. Są delikatne, maślane i baaardzo cynamonowe. Właśnie dobrej jakości masło jest tutaj najważniejsze i nadaje im niepowtarzalnego smaku. Pieką się błyskawicznie, zjadają jeszcze szybciej. Zazwyczaj tego typu wypieki pakuję w foliowe torebki, dekoruję i rozdaję najbliższym. W przypadku kruchych ciastek, jak i pierników, najlepiej jest przechowywać je w metalowych puszkach, dzięki temu zachowają swoją świeżość i lekko zmiękną. Pytanie tylko kto jest na tyle twardy, żeby się im oprzeć? Do świąt zazwyczaj nic się nie ostaje ;) Btw. czy Wy też ostatnio składacie się w 85% z mandarynek? :D





Składniki:
(porcja na ok. 40 niedużych ciastek)

2 szklanki mąki
1/3 szklanki cukru pudru
1/3 szklanki cukru brązowego
3/4 kostki dobrego masła
1 jajko
pół łyżeczki soli
pół łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki cynamonu

Na stolnicę wysypuję mąkę, proszek, cukry, cynamon i sól. Dodaję masło i siekam je nożem na mniejsze kawałki. Wbijam całe jajko i całość szybko zagniatam. Ciasto schładzam w lodówce przez 2 godziny (lub w zamrażalniku przez pół). Gotowe rozwałkowuję na ok. 0,3 cm blaty i wykrawam ulubione kształty. Ciastka piekę na blasze wyłożonej papierem w 170 stopniach C przez 10 min, aż się zarumienią. Smacznego!

             



środa, 16 listopada 2016

Tartinki kokosowe w czekoladzie

Bardzo kruche tartinki z bardzo kokosowym nadzieniem, oblane czekoladą oczywiście bardzo czekoladową :D Takie małe kokosowe co-nie-co. Długo się wzbraniałam przed robieniem spodów do ciast z gotowych ciasteczek, bo wydawało mi się to kompletnie bez sensu. Ciasto z ciasta, kupić gotowe tylko po to, żeby przerobić na "nowe"? Co najmniej dziwne. Z drugiej strony wychodząc z założenia, że nie można hejtować czegoś, czego się nawet nie spróbowało, poszłam w to i... spodobało mi się. Po kilku próbach stwierdzam, że jest to metoda szybsza, mniej pracochłonna i często nawet niewymagająca pieczenia. Mogę używać herbatników, oreo, ciastek owsianych albo biszkopciaków, dodawać przyprawy korzenne, kakao albo bakalie i za każdym razem wyjdzie coś ciekawego. Jasne, ktoś może powiedzieć, że to żaden "cake", ale nikt też nie mówił, że będzie tylko "bake" :P Tak więc w kuchni, jak w życiu - warto otwierać się na nowe. Efekty mogą okazać się zaskakujące ;)




Składniki na ciasteczkowy spód: 
4 szklanki pokruszonych czekoladowych herbatników
3/4 kostki roztopionego masła

Kokosowe nadzienie:
2 szklanki wiórków kokosowych
3/4 szklanki słodzonego mleka skondensowanego 
tabliczka roztopionej białej czekolady

Czekoladowy ganache:
pół tabliczki ciemnej czekolady
pół tabliczki mlecznej czekolady
pół szklanki śmietanki 30%

Drobno kruszę ciastka i mieszam z masłem. Najlepiej użyć do tego blendera o dużej mocy, ale możecie je przerzucić również do foliowego worka i mocno zbić tłuczkiem. Tak przygotowaną wilgotną masą wykładam foremki do tartinek mocno przyciskając ciasto do dna. Spody podpiekam w piekarniku nagrzanym do 175 stopni C przez 10 min.

Białą czekoladę rozpuszczam w kąpieli wodnej. Mieszam razem z wiórkami i mleczkiem skondensowanym. Masa będzie dość gęsta, ale za to lepsza do formowania. Ciemną i mleczną czekoladę podgrzewam razem ze śmietanką w rondlu od czasu do czasu mieszając. Lekko studzę. 

Ręcę lekko zwilżam chłodną wodę i formuję z kokosowej masy ok. 4 cm kulki, które spłaszczam i wykładam na schłodzone spody tartinek. Całość oblewam czekoladowym ganache i schładzam w lodówce przynajmniej godzinę. Smacznego!









środa, 7 września 2016

Kokosanki (bezglutenowe)

Lekkie, chrupiące z zewnątrz i miękkie, lekko ciągnące w środku. Kokosanki idealne. Nigdy nie miałam zamiaru określać wąsko typu przepisów na blogu, ani tym bardziej swojej diety, więc to, że przy okazji są one bezglutenowe to "efekt uboczny" ;) Moda na glutenfree trwa nadal, choć mam wrażenie, że już powstało tyle samo teorii i przeciwników jedzenia nie pochodzącego ze zbóż, co jego entuzjastów. A moda, jak to moda, w końcu i ta przeminie. O przepisy na łakocie bezglutenowe zapytała mnie ostatnio znajoma, której dziecko faktycznie nie powinno spożywać tego typu pokarmów. Przyszło mi do głowy, żeby z ciekawości zgłębić temat i wypróbować kilka, które wydały mi się sensowne. No i pierwsze miłe zaskoczenie. Kokosanki niczym nie odbiegają od ciastek, które zawierają gluten. Na dodatek robi się je błyskawicznie i są baaardzo smaczne. Tym samym wpisały się dobrze w moje podejście do kuchni - im prościej - tym lepiej.


Składniki:
2 białka
1/3 szklanki cukru
2 łyżki masła
1,5 szklanki wiórków kokosowych


Białka miksuję na sztywną pianę. Powoli dodaję cukier. W rondelku roztapiam masło i mieszam w nim wiórki kokosowe. Gdy lekko przestygną, mieszam je z ubitą pianą i cukrem. Tak przygotowaną masę wykładam łyżką na blachę wyłożoną papierem pergaminowym i piekę w 175 stopniach przez 15 min. Smacznego







niedziela, 13 grudnia 2015

Pierniczki świąteczne

Grudzień i przygotowania do świąt... Najlepszy czas w roku :) Wieczorami zapalam mnóstwo świeczek, zakładam grube wełniane skarpety i objadam się aromatycznymi mandarynkami. Szczyt szczęścia następuje w momencie, gdy spadnie gruby, puszysty śnieg, który wycisza wszystko za oknem. W domu pachnie prażonymi jabłkami z cynamonem, świeżymi gałązkami świerku i piernikami. Piekę je co roku i kiedy tylko mogę, obdarowuję bliskich i znajomych. Czy może być coś bardziej radosnego? Sama najbardziej lubię je jeść bez żadnych kolorowych dodatków, popijając herbatą z cytryną. Upieczcie sobie pierniki i cieszcie się nadchodzącymi świętami!

Składniki:
(z porcji wychodzi ok. 60 pierniczków) 

2 szklanki mąki
3/4 kostki masła
1 jajko
szklanka cukru pudru
4 czubate łyżki miodu (u mnie akacjowy)
opakowanie przyprawy do piernika
łyżeczka cynamonu
pół łyżeczki mielonego imbiru
łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli

W garnku podgrzewam masło i miód do całkowitego rozpuszczenia. W misce mieszam mąkę z sodą, cukrem pudrem i przyprawami piernikowymi. Dodaję jajko, sól i ostudzone miód z masłem. Całość zagniatam na gładką, lśniącą masę. Ciasto owijam folią i schładzam w lodówce przez min. godzinę.



Gotowe ciasto rozwałkowuję na cienkie płaty i wykrawam pierniczki. Blachy wykładam papierem i układam na nim ciastka. Piekę je w 170 stopniach nie więcej, niż 6-7 min. (uwaga! cienkie ciasto może się szybko przypalić). Smacznego


W tym roku pierniki dzielnie pomagał mi robić M. ;)


Ani M. dziękuję za piękne bombki i choinki - 100 % handmade :)





środa, 2 grudnia 2015

Szwedzkie ciasteczka Pepparkakor

Podpatrzone w IKEA, upieczone w domu - ciasteczka rodem ze Szwecji. Są kruche i aromatyczne dzięki  sporej ilości przypraw korzennych. Idealnie nadają się na tę porę roku - jeszcze jesiennie, ale z już dającymi o sobie znać pierwszymi mrozami i znakami nadchodzących świąt... Dobrze jest, aby ciasto rozwałkować cienko, ale jeśli się Wam nie uda za pierwszym razem, nie ma się czym przejmować, bo te ciasteczka udają się za każdym razem, bez względu na ich grubość. Nie mylcie też ich z tradycyjnymi pierniczkami świątecznymi - nie ma w nich ani miodu, ani sody... Gdyby nie czas oczekiwania na schłodzenie ciasta w lodówce, ciastka robiłyby się błyskawicznie. No, to udanych wypieków! ;)

Składniki na ok. 60 niedużych ciastek: 
2,5 szklanki mąki
0,5 szklanki cukru pudru
0,5 szklanki syropu klonowego (melasy, syropu z daktyli)
pół kostki masła
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1 jajko
pół łyżeczki zmielonego cynamonu
półtora łyżeczki zmielonego imbiru
duża szczypta soli
2 łyżeczki przyprawy korzennej do piernika

W garnku roztapiam masło z syropem klonowym i cukrem pudrem. Do dużej miski przesypuję mąkę, proszek do pieczenia i przyprawy. Dodaję jajko i przestudzoną słodką masę z garnka i wszystko szybko zagniatam. Formuję zwartą kulę, owijam folią spożywczą i wkładam do lodówki na ok. 2 godz. Ciasto dość mocno stwardnieje i nie będzie się kleić. 

Ciasto rozwałkowuję na blacie i wykrawam foremkami ciastka. Układam na wyłożonej papierem blasze w niewielkich odstępach - nie podwajają swojej objętości. Piekę je w 175 stopniach przez 10-12 min, aż lekko zbrązowieją. 


Smacznego!