Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zupy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zupy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 października 2017

Zupa krem z dyni z mlekiem kokosowym

Październik jest w mojej kuchni miesiącem dyni. O jej gatunkach, walorach odżywczych i różnorodności wykorzystania, pisałam wiele razy, choćby tutaj. Z roku na rok kombinuję z niej co raz więcej przepisów, łącznie z tym na lody dyniowe, o których niebawem ;) Zupa, którą serwuje dzisiaj jest bardzo prosta w wykonaniu. Jeśli zamiast bulionu użyjecie kostki warzywnej - tym bardziej. Puree warto zrobić więcej i zamrozić na czarną godzinę. Dodatek mleka kokosowego sprawia, że jest bardzo aksamitna, a przyprawy: imbir, kurkuma, czosnek - mocno aromatyczna. Jeśli nie przepadacie za mlekiem kokosowym, zerknijcie na przepis na pikantną zupę z dyni z dodatkiem ziemniaków - rozgrzeje Was w chłodne jesienne wieczory. I patrzcie na to późnopopołudniowe światło! 😍



Składniki:
3 szklanki bulionu warzywnego (możecie też użyć takiego z kostki)
3 szklanki puree z dyni*
szklanka mleka kokosowego
duży kawałek świeżego imbiru
3 ząbki czosnku
łyżeczka kurkumy
sól i świeżo zmielony pieprz
 
+ feta, prażone pestki słonecznika


  
*Jak zrobić puree z dyni?
1 nieduża dynia
oliwa z oliwek
sól

Piekarnik nagrzewam do 200 stopni C. Dynię myję, obieram ze skóry i wydrążam część miąższu z pestkami i włóknami - powinna zostać tylko ta zwarta pomarańczowa część. Dynię kroję na mniejsze kawałki i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Solę i polewam oliwą z oliwek. 

Wkładam do piekarnika na 40-60 min. Długość pieczenia zależy od rodzaju dyni. Jeśli jest wodnista, trzeba piec ją dłużej, aby odparowało z niej jak najwięcej płynu. Dążymy do takiego efektu, aby dynia po upieczeniu, rozpadała się za dotknięciem widelca. 

Dynię przekładam do blendera i miksuję na jednolite puree. Tak przygotowaną dynię można zamrozić w pudełku próżniowym spokojnie na kilka, kilkanaście tygodni.

Do dużego garnka wlewam bulion i puree z dyni. Czosnek wyciskam przez praskę wraz z obranym ze skórki imbirem i dodaję do zupy. Następnie przyprawy: sól, pieprz i kurkumę. Na koniec dodaję mleko kokosowe i wszystko razem jeszcze chwilę blenduję. Gorący krem podaję z kawałkami pokruszonej fety i prażonymi pestkami słonecznika. Smacznego 



piątek, 25 sierpnia 2017

Krem z pieczonych pomidorów

Sierpień powinien się nazywać pomidorsień. To jest taki okres, w którym pomidory jem 3 razy dziennie, pod każdą postacią (wyłączając, o paradoksie! sok pomidorowy, którego nie znoszę od dzieciństwa), bo są takie dobre, aromatyczne i zdrowe. Na warzywnym rynku kosztują grosze, a wybór nieprawdopodobny! Słodkie malinowe, lima, wielkie bawole serca, śmieszne karakany red pear i jakie sobie tylko wymyślę. Gotuję, smażę, blenduję i miażdżę. Zastosowań co nie miara, bo ostatnio je nawet upiekłam. Powstała gęsta zupa krem, zupełnie inna w smaku, niż nasza klasyczna pomidorowa. Do tego duże ilości pieczonego czosnku i świeże zioła od Mamy. Spróbujcie ;)


Składniki:
1,5 kg dojrzałych pomidorów Lima albo malinowych
2 cebule szalotki
4 ząbki czosnku 
2 szklanki bulionu (mięsnego lub w opcji wege - warzywnego)
1 łyżka brązowego cukru 
sól, pieprz 
garść świeżego tymianku
garść świeżej bazylii 
oliwa z oliwek 
feta

Piekarnik rozgrzewam do 200 stopni C. Na blachę wylewam 3-4 łyżki oliwy z oliwek. Pomidory zalewam gorącą wodą w dużej misce na 3 minuty. Każdego z nich lekko nacinam i obieram dokładnie ze skórki. Kroję na ćwiartki i układam na blasze razem z nieobranymi ząbkami czosnku i pokrojoną na kawałki cebulą. Lekko solę i pieprzę, i piekę przez dobre pół godziny. Do garnka wlewam wcześniej przygotowany gorący bulion, dodaję do niego upieczone pomidory, cebulki, upieczony czosnek (wcześniej wyciśnij go z łupiny) i zioła. Wszystko blenduję na gładko. Doprawiam cukrem, solą i pieprzem, podaję z kawałkami fety. Smacznego

poniedziałek, 10 lipca 2017

Chłodnik ogórkowy z awokado i jogurtem

Latem nie chce się jeść gorących zup, pełnych mięcha, fasoli czy pikantnych przypraw. Sięgamy po to co lekkie, świeże i zimne (oczywiście lody też się zaliczają do tej kategorii ;) ). Nie jestem wielką fanką chłodników. Kiedyś uważałam, że zimna zupa to nie zupa, tylko co najwyżej warzywne smoothie do jedzenia łyżką. Ostatnio jednak poznajemy się trochę bliżej i uznaje, że kumpelostwo z chłodnikiem jest bardzo spoko. A jak już sobie pomyślę, że dzięki nim mogę być zdrowsza, szczuplejsza i ładniejsza to już w ogóle szał :D No i cztery duże porcje chłodnika będą Was kosztować max. 12 zł. Czy to nie jest przepis na letni obiad idealny?


Składniki na 4 porcje:

3 długie ogórki szklarniowe 
1 dojrzałe awokado
300 g. jogurtu naturalnego (najlepiej bałkańskiego)
1 szklanka wody
3 łyżki oliwy extra virgin
sok z połowy limonki
1 łyżka miodu
1 mała czerwona cebula
pół zielonej papryczki chili
garść listków mięty
szczypiorek
sól i pieprz

Ogórki dokładnie myję i obieram ze skórek, zostawiając jednak gdzieniegdzie ich małe kawałki dla smaku i koloru. Awokado obieram i kroję na mniejsze kawałki. Wszystkie składniki umieszczam w blenderze i miksuję ok. pół minuty - chłodnik powinien być gęsty i jedwabisty. Doprawiam solą i pieprzem. Schładzam przed podaniem ok. godzinę w lodówce. Podaję ze szczypiorkiem i grzankami z twarożkiem i łososiem. Smacznego


wtorek, 14 marca 2017

Polskie Smaki: Kapuśniak

Od czasu do czasu z przyjemnością wracam do smaków z dzieciństwa. Prostoty, wyrazistości i tradycji. Eksperymenty są fajne, ale zawsze jest ryzyko, że coś pójdzie nie tak. Ze sprawdzonymi przepisami nie ma takiego problemu. Paradoksalnie, gotując często nowości, sięgając po nowe przepisy, czerpiąc inspiracje z kuchni świata, to ten klasyczny, polski, tradycyjny obiad staje się świętem, bo pojawia się o wiele rzadziej na naszym stole, niż włoska pasta czy indyjskie curry. Dlatego też odgrzebuje stare przepisy, po raz setny wertuje wydaną ponad 30 lat temu Kuchnię Polską i wydzwaniam do Mamy albo Babci pytając, jak przygotowywały to, czy tamto, gdy byłam mała, bo chce odtworzyć smak, który tli mi się gdzieś z tyłu głowy... Ostatnio marząc o własnym miejscu, w którym mogłabym gotować, piec i karmić ludzi, wpadłam na pomysł, żeby zrobić tutaj cykl przepisów charakterystycznych dla naszej polskiej kuchni, klasyków, które każde z nas pamięta i zazwyczaj po prostu lubi. Z racji historycznych i regionalnych uwarunkowań będą się one być może różnić w wersjach, które każde z nas zna ze swojego domu, ale zamysł pozostaje ten sam. Cykl o roboczej nazwie Polskie Smaki, tak, jak i całe letsbakethiscake.pl nie będzie raczej regularny, ale z pewnością każdy znajdzie w nim ulubiony smak z dzieciństwa czy regionu, z którego się wywodzi. Zaczynam od kapuśniaku, kwaśnej zupy, którą gotuje się chętnie w całej Polsce. Ten w góralskiej wersji na wędzonych żeberkach nazywamy kwaśnicą. Mi najbliższy jest tzw. szarpak czyli kapuśniak borowiacki (Pomorze, Bory Tucholskie) - dodaję do niego wędzony boczek przesmażony z cebulą albo tzw. parzybroda, kapuśniak ze świeżej kapusty o jasnozielonym kolorze z dodatkiem słoniny. A jaka jest Wasza ulubiona wersja kapuśniaku?

Składniki:
1,5 l zimnej wody
porcja rosołowa lub 2 podudzia z kurczaka
1 duża marchew
3-4 cm. kawałek selera
1 duży korzeń pietruszki
3-4 małe ziemniaki
3 porządne garści kiszonej kapusty
20 dag wędzonego boczku
1 mała cebula
3 listki laurowe
4 ziarenka ziela angielskiego
sól i pieprz     




Opłukane mięso wkładam do garnka z zimną wodą, lekko solę, dodaję listki laurowe i ziele angielskie. Całość gotuję na małym ogniu ok. pół godziny, aż do miękkości mięsa. W tym czasie na tarce o grubych oczkach ścieram marchew, seler i pietruszkę, a ziemniaki kroję w niedużą kostkę. Wszystko wrzucam do gotującego się bulionu. Boczek i cebulę kroję drobno i podsmażam na patelni. Kiszoną kapustę odcedzam z soku (zachowuję go, nie wylewam!) i lekko kroję, aby uniknąć ciągnących się kawałków na łyżce podczas jedzenia ;) Wrzucam ją na patelnię i duszę pod przykryciem razem z boczkiem i cebulą ok. 15 min, podlewając co jakiś czas gotującym bulionem z garnka. Gdy wszystkie warzywa są już miękkie, wyjmuję z bulionu mięso, a kapustę przerzucam do garnka i dolewam pozostały kwaśny sok. Doprawiam pieprzem i ewentualnie solą, ale uważajcie, żeby nie przegiąć - kiszona kapusta sama w sobie jest już dość mocno słona. Zupę gotuję jeszcze 15 - 20 min., aby wszystkie smaki dobrze sobą "przeszły". Gdy mięso wystygnie, obieram je z kości i z powrotem dodaję do ugotowanej zupy. Kapuśniak świetnie smakuje z kromką pełnoziarnistego, świeżego chleba. Smacznego!




sobota, 7 stycznia 2017

Zupa curry z kurczakiem

Pierwszy wpis w 2017 roku. Od ostatniego minęły 2 tygodnie, a w tym czasie były święta, sylwester, mnóstwo pracy, nerwów, śmiechu i rozmów. Szczerze? Gdy podjęłam decyzję o stworzeniu letsbakethiscake.pl, nie sądziłam, że ta strona będzie żyła dłużej, niż kilka miesięcy. Nie rozpatrywałam tego w ramach długofalowego projektu, nie narzucałam sobie liczby postów, które muszą ukazać się w tygodniu, nigdy też nie zakładałam i nie dążyłam do tego, aby na nim zarabiać. Czy to błąd? Być może. Bo ktoś mógłby stwierdzić, że gdybym podeszła do tego od samego początku bardzo poważnie, narzuciła sobie dyscyplinę i wykorzystała choćby odrobinę tego, czego nauczyłam się na studiach, może byłoby z tego coś większego. Może dzisiaj zamiast 112 (dziękuję każdemu z osobna i chylę czoło, że mam aż 112 wiernych podglądaczy, którzy tu wpadają) fanów na fejsie, miałabym ich 11200, może dostawałabym paczki produktowe od kulinarnych marek i reklamowała je później na swoich zdjęciach, może nawet zostawiłabym dla bloga pracę w marketingu. Tak się jednak nie stało, bo zawsze traktowałam to miejsce jako odskocznię, formę relaksu, coś co tworzę wtedy, kiedy chcę, mam wenę i czas. Z wyboru, a nie przymusu. I chyba właśnie dlatego, że dałam sobie taką niczym nieograniczoną wolność, bazgrze tutaj już prawie 2 lata. Nawet teraz, gdy przewertowałam posty, żeby sprawdzić kiedy wrzuciłam pierwszy wpis, sama jestem zaskoczona i dziwie się, że minęło już tyle czasu. A pisałam tutaj dokładnie 100 razy. Ten jest 101 ;) Dlatego też zdarzają się dni i tygodnie, gdy nie dzieje się na tym blogu nic. Bo nie mam weny, brakuje mi dziennego światła, szczególnie o tej porze roku albo weekend decyduje się spędzać inaczej, niż przy garach. Oczywiście myślę wtedy o tym, że dobrze byłoby się odezwać i podzielić czymś dobrym, ale nie spędza mi to snu z powiek. Uda się znaleźć chęć, czas i motywację to super, nie uda to... trudno. I myślę sobie, że podobnie mogłoby być z noworocznymi postanowieniami. Nie narzucać sobie niczego, nie ograniczać, nie zastrzegać. Uda mi się zrzucić kilka kilogramów, ograniczyć fajki, nauczyć się włoskiego - super, ale jeśli coś stanie mi na przeszkodzie, czego nie będę w stanie przeskoczyć, będę żyć dalej i nic wielkiego się nie stanie. Czy z taką perspektywą człowiek nie czuje się od razu lepiej? I druga sprawa. Jak to zostało powiedziane w jednej ze starych polskich komedii "w życiu trzeba sobie odpowiedzieć na jedno bardzo ważne pytanie", czy my tak naprawdę tego chcemy? Tego szczuplejszego ciała, braku papierosa w ręku przy piwie czy niezbędny jest mi ten włoski? Dawajmy z siebie tyle, ile faktycznie jesteśmy w stanie dać. Reszta sama przyjdzie.
Ten rok zaczynam rozgrzewającą i aromatyczną zupą w stylu azjatyckim, bo nadal marzą mi się dalekie, egzotyczne podróże. Nie wiem czy uda mi się kiedyś zobaczyć Wietnam albo Tajlandię, ale taka zupa trochę jednak mnie do tego przybliża. A że przy okazji jest idealna na poimprezowe zaleganie w łóżku i karnawałową regenerację to jej dodatkowy atut ;) Nowy Rok, nowe perspektywy. Tańczcie, śmiejcie się i jedzcie. Samego dobrego!




Składniki:
2 szklanki wody
1 nieduży filet z kurczaka
3 garści warzyw mieszanki chińskiej (u mnie z lidla)
szklanka mleka kokosowego
2 cm kawałek świeżego imbiru
skórka otarta z 1 limonki i sok z połowy owocu
papryczka chilii
łyżeczka kurkumy
łyżeczka imbiru w proszku
2 łyżeczki curry
2 ząbki czosnku
sól i pieprz
olej do smażenia

Wodę zagotowuję z po pół łyżeczki kurkumy, curry i imbiru w proszku. Dodaję do niej mieszankę chińską. Mięso kroję na mniejsze kawałki, solę, pieprzę i dodaję drugie pół łyżeczki przypraw jak wyżej. Na patelni rozgrzewam olej, wyciskam na niego czosnek i dodaję drobno pokrojoną papryczkę chilii (bez pestek). Podsmażam w tym kurczaka, a następnie przerzucam go do gotujących się z przyprawami warzyw. Gotuję przez 5 min i dodaję mleko kokosowe. Całość mieszam i zdejmuję z ognia, aby nie doprowadzić już do wrzenia. Na koniec ścieram do zupy skórkę z limonki i dodaję sok. Zupę można podawać solo lub z ryżem. Smacznego!




piątek, 30 września 2016

Pikantna zupa dyniowa z prażonymi pestkami dyni

Październik ogłaszam miesiącem dyni! Dynia jest dla mnie jednym z najbardziej wszechstronnych warzyw pod kątem wykorzystania w kuchni. Można ją jeść na słodko i wytrawnie. Można ją piec, gotować, blendować, zaprawiać w słoiki i pić w koktajlach. Komponuje się w smaku z imbirem, przyprawami korzennymi, pomarańczami, a także czosnkiem i chilii. Do tego wszystkiego wygląda pięknie, ma niesamowity kolor, jest tania i baaardzo zdrowa. Czy można chcieć więcej? Już samo przytaszczenie do domu 4 kg pomarańczowej kuli wprawia mnie w radość i inspiruje do wypróbowania kolejnych przepisów. Wykorzystuję z niej praktycznie wszystko: pestki, miąższ, olej, skórkę. A więc zapowiadam wszem i wobec, w tym miesiącu jemy na pomarańczowo ;) Na pierwszy rzut pikantna zupa dyniowa. Rozgrzewająca, aromatyczna i sycąca.


Składniki
pół niewielkiej dyni
3 małe ziemniaki
pół litra bulionu warzywnego
4 cm kawałek imbiru
2 ząbki czosnku
pół łyżeczki kurkumy
1/3 łyżeczki płatków chili
4 łyżki oliwy z pestek dyni
sól, pieprz
2 łyżki pestek dyni 

Piekarnik nastawiam na 180 stopni C. Na patelni rozgrzewam oliwę, na tarce ścieram imbir i czosnek i przekładam na rozgrzany tłuszcz. Dodaję płatki chili. Całość podsmażam przez chwilę, zdejmuję z palnika. Dynię myję, obieram ze skóry i kroję na mniejsze kawałki. To samo robię z ziemniakami. Warzywa układam na blasze wyłożonej papierem pergaminowym, polewam oliwą z przyprawami i dokładnie mieszam. Wstawiam do piekarnika na 25 min. Powinny zmięknąć, ale nie zbrązowieć.

Miękkie warzywa przekładam do bulionu i miksuję na gładki krem. Doprawiam świeżo zmielonym pieprzem i ewentualnie solą. Na patelni podprażam pestki dyni, posypuję nią zupę. Można też skropić odrobiną sosu sojowego. Smacznego! 

 

piątek, 10 czerwca 2016

Krem z pieczonego kalafiora

Sezon warzywno-owocowy uznaję za otwarty! Teraz każdego tygodnia, z miesiąca na miesiąc będzie ich przybywać, coraz więcej i więcej, aż w sierpniu wszystkie stragany na targach będą uginać się pod ogromnymi ilościami pomidorów, papryki, ogórków, cukinii, kabaczków, buraków, śliwek, gruszek, brzoskwini i wielu innych... Dlatego też dziś przepis zupełnie bezmięsny, lekki i pożywny. Zupa krem z z pieczonego kalafiora ma zupełnie inny smak, niż taki zwyczajnie przygotowany kalafior z wody, podany z masłem i bułką tartą. Już w trakcie jego pieczenia zauważycie, że w kuchni roznosi się przyjemny orzechowy aromat, a sam kalafior po upieczeniu jest jędrny i pyszny. Spotkałam się z kilkoma wersjami tego kremu: z dodatkiem oliwy orzechowej, z prażoną dynią, z kminkiem... A ostateczna moja autorska wersja poniżej :)



Składniki:
cały, umyty kalafior
3-4 małe ziemniaki
2 ząbki czosnku
oliwa z oliwek (można zastąpić olejem słonecznikowym)
4 szklanki bulionu warzywnego
łyżeczka kminku
pół łyżeczki płatków chilii
sól, pieprz
2 łyżki prażonych migdałów

W naczyniu żaroodpornym układam cząstki kalafiora, pokrojone w kostki ziemniaki, czosnek. Całość skrapiam oliwą z oliwek, posypuję kminkiem, chilii solą i pieprzem. Tak przygotowane warzywa piekę w piekarniku w 180 stopniach C przez ok. 20 min.

Upieczone warzywa zalewam gorącym bulionem i gotuję przez kolejne 10 min. Po ostudzeniu, zupę blenderuję na gładki krem. Podaję gorącą posypaną prażonymi migdałami i ewentualnie płatkami chilii. Smacznego





sobota, 7 maja 2016

Strogonow Oli. Z porem, kurczakiem, pieczarkami i makaronem ryżowym.

Ni to zupa, ni to gulasz, ale pożywny, lekki i delikatny w smaku - w sam raz na wiosenny obiad. Przepis na strogonow z pora, pieczarek i z kurczakiem otrzymałam od Oli, u której po raz pierwszy miałam okazję jeść to danie jakiś czas temu. Jako dodatek do niego podpasował nam makaron ryżowy, który możecie zastąpić także długoziarnistym ryżem lub w ogóle pominąć.  

Składniki
2 filety z kurczaka
2 pory (tylko białe części)
8 dużych pieczarek
1 marchewka
3 łyżki masła
2 szklanki wody
pół szklanki białego półwytrawnego wina
3 łyżki śmietany 12 %
2-3 liście laurowe
kilka ziaren ziela angielskiego
sól i pieprz
pęczek natki pietruszki
2 garście makaronu ryżowego


Filety płuczę i wsadzam do garnka wraz z liśćmi laurowymi i zielem angielskim. Zalewam wodą, dodaję sól i pieprz oraz pokrojoną w talarki marchewkę. Całość obgotowuję na niedużym ogniu, aż filety zrobią się całe białe i zmiękną. Po tym czasie wykładam je na deskę i lekko rozdrabniam. Bulion po gotowaniu kurczaka odstawiam.


W drugim garnku roztapiam masło, do którego wrzucam drobno posiekany por i pieczarki pokrojone w półplasterki. Lekko solę i pieprzę. Gdy całość zmięknie, dolewam wino i czekam, aż cały alkohol odparuje. Następnie dorzucam pokrojonego na kawałki kurczaka oraz posiekaną drobno pietruszkę. Całość podlewam bulionem i gotuję jeszcze 10 min. od czasu do czasu mieszając. W razie potrzeby na tym możemy jeszcze dosolić lub dopieprzyć potrawę.



Makaron ryżowy zalewam wrzątkiem i odstawiam pod przykryciem na 2-3 minuty. Gdy zrobi się biały i miękki, odcedzam go z wody i dodaję do strogonowa. Podaję gorący z pietruszką. Smacznego







środa, 26 sierpnia 2015

Krem z brokułów

Ile razy zmienialiście swoje miejsce zamieszkania? Ja naliczyłam 9 i to w przeciągu zaledwie 6 lat. 
Z tego właśnie powodu, dziewiątej przeprowadzki w moim życiu, miałam chwilową przerwę od blogowania, jednak mam zamiar szybko nadrobić te zaległości. Na dobry początek działań w nowej kuchni - zupa krem z brokułów.

Od zawsze lubiłam zupy. W domu jedliśmy ich sporo, niekoniecznie w wersji "dwudaniowej". Moimi ulubionymi były te kwaśne: szczawiowa, ogórkowa, z kiszonej kapusty... Dzisiaj też lubię do nich wracać, szczególnie w jesienno-zimowej porze. Latem jednak stawiam na zupy o kremowej, gładkiej konsystencji. Ich przygotowanie jest niezwykle proste i szybkie, a wszystkie składniki, jak zawsze na koniec - lądują w blenderze :)


Składniki:
1 duży brokuł
2 marchewki
2 małe ząbki czosnku
4 szklanki wody
sól i pieprz
kostka warzywna
kawałek fety

Brokuły płuczę pod zimną wodą, odcinam twardą część łodygi i dzielę na mniejsze różyczki. Obieram marchewkę i kroję na grube talarki. Wodę zagotowuję z kostką, wrzucam warzywa i gotuję je, aż będą miękkie. Dodaję wyciśnięty przez praskę czosnek i całość przyprawiam solą i pieprzem. Gdy zupa lekko wystygnie, blenderuję ją w garnku na gładki krem. Podaję ją z pokruszoną fetą i grzankami czosnkowymi na ciepło. Smacznego!