Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babki i babeczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Babki i babeczki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 marca 2018

Pasteis de nata - słynne portugalskie babeczki

Jakie to przygnębiające, że dopiero człowiek zmożony grypą może pozwolić sobie na robienie tego, co naprawdę lubi i tego, co naprawdę go interesuje, bez ograniczeń i narzucania sobie planu dnia. Tak, jakby ciało samo się buntowało i mówiło stop, zatrzymaj się, połóż i śpij. No więc śpię, czytam zaległe gazety i książki, robię sobie binge watching z Narcos i w końcu mogę napisać coś na blogu.

Będąc w ubiegłym roku w Portugalii, strasznie zasmakowały mi babeczki z idealnie listkującego się ciasta francuskiego, wypełnione budyniowo-jajecznym nadzieniem (pisałam o nich Wam tutaj). Jedliśmy je w kilku miejscach w kraju, ale to te z lizbońskiej cukierni, podane prosto z pieca, posypane cynamonem, jedzone na miejscu i popijane intensywnym espresso - nie miały sobie równych. Z tęsknoty za wakacjami i tamtymi smakami, postanowiłam spróbować zrobić je w domu, oto przepis: 



Składniki na ok 16 babeczek:
1,5 opakowania ciasta francuskiego
2 szklanki mleka
6 płaskich łyżek mąki pszennej
skórka otarta z jednej cytryny
1 laska cynamonu
1,5 szklanki cukru
1 szklanka wody
7 żółtek

Ciasto francuskie powinno mieć temp. pokojową, więc warto chwilę wcześniej wyjąć je z lodówki.

Kroję je na 1,5 cm pasy i roluję w małe ślimaki. Formę do pieczenia muffinek smaruję dokładnie masłem. Układam po jednym "ślimaku" w każdym otworze w formie i dociskając palcami, wylepiam równo spody do babeczek. Dobrze jeśli będą wystawać nawet lekko poza krawędzie otworów.

























Piekarnik nagrzewam do 250 stopni w opcji góra-dół.

Mleko wlewam do rondla, pozostawiając 1/4 jego części w garnku. Zagotowuję je wraz ze skórkę z cytryny i cynamonem. Zmniejszam ogień i dodaję do niego mąkę wymieszaną z pozostałą częścią zimnego mleka w garnku. Energicznie mieszam, aby wyeliminować jak najwięcej grudek. Całość przybierze konsystencję budyniu.

W drugim garnku zagotowuję wodę z cukrem. Trwa to ok. 4-5 min., woda powinna wrzeć. Tak przygotowany syrop wlewam powoli do budyniu i nadal mieszam. Masa będzie bardzo rzadka, i o to chodzi. Gdy całość lekko przestygnie, wbijam po kolei żółtka i rozprowadzam je równomiernie w masie.

Nadzieniem wypełniam spody z ciasta francuskiego do ich 3/4 wysokości. Babeczki piekę ok 13-15 min., aż masa budyniowa się zetnie i mocno przypiecze na górze. Smacznego!




sobota, 28 października 2017

Kawowo-chałwowe cupcakes na Halloween

Od dłuższego czasu straaasznie bawi mnie Halloween. Jako dzieciak nigdy się jakoś nim nie przejmowałam, a im jestem starsza, tym bardziej cały szum wokół niego, przebieranki, robienie dyniowych potworów i straszenie ludzi mi odpowiada :D Paradoksalnie dopiero w tym roku po raz pierwszy w życiu (!) obejrzałam też horror w kinie. I choć niektórzy do dzisiaj się sprzeczają, że to był thriller, w dodatku wcale nie straszny, nadal jestem z siebie dumna, że dałam radę. Jakby nie było Halloween to super okazja do spotkań i zabawy, a jak masz już masę ludzi w domu, to trzeba ich nakarmić czymś dobrym, co łatwo złapać w rękę i nie trzeba po tym dużo zmywać. Np. takim słodkim cmentarzyskiem hue hue hue, #cukierekalbopsikus


Składniki:
3/4 szklanki mąki
pół łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody
3 łyżki kakao
2 łyżki kawy rozpuszczalnej
łyżka likieru kawowego Sheridan
2 jajka
3/4 szklanki mleka
pół szklanki oleju

Mieszam ze sobą mokre składniki. Potem mieszam ze sobą suche składniki. A na koniec mieszam wszystko razem. Nie używajcie miksera, tylko łyżki. Dzięki temu masa zbytnio się nie napowietrzy i muffinki wyjdą Wam równe i płaskie - idealne do dekoracji.

Krem chałwowy
160 ml śmietanki kremówki 30%
200 g chałwy 
250 g mascarpone

+ biszkopty i roztopiona gorzka czekolada 

























Śmietankę wlewam do rondla i podgrzewam. Do środka dodaję pokruszoną chałwę i całość dokładnie mieszam, aż uzyskam gładki kremowy sos. Gdy wystygnie, przykrywam go folią spożywczą i schładzam w lodówce przez całą noc. 

Śmietankę chałwową ubijam mikserem przez kilka minut, stopniowo dodając mascarpone. Tak przygotowanym kremem, dekoruję babeczki. 

Rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladą robię napisy RIP na biszkoptach. Użyłam do tego szprycy z cienką tylką. Biszkopty odkładam do czasu, aż czekolada stężeje. Następnie lekko wtykam je w udekorowane kremem babeczki. Efekt rozsypanej ziemi na "grobach" uzyskałam, poświęcając jedną muffinkę i ścierając ją na tarce ;) Smacznego!

Jak dla mnie najtrudniejsza część dekoracji - wykonanie czekoladowych napisów RIP :P

niedziela, 25 czerwca 2017

Portugalia cz 2. Kawa, słodkości i inne przyjemności

No i mamy lato :) Właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę, że gdyby nie moja uważność na pory roku, które tutaj "odliczam" i sezonowość, której jestem wierna w kuchni, pewnie nawet nie zdążyłabym zarejestrować, że właśnie rozpoczęły się wakacje, a świeża wiosna niepostrzeżenie ustąpiła miejsce ciepłemu i deszczowemu (przynajmniej w Trójmieście) latu. 
Dziś wracam jeszcze na chwilę do Portugalii, a dokładniej do zapowiadanej w 1 cz., o winie i jedzeniu, jej najsłodszej wersji, czyli ciast, kawy oraz pozostałych kulinarnych atrakcji. Portugalczycy uwielbiają słodycze, co widać właściwie na każdym kroku, zwiedzając duże miasta i najmniejsze wsie. Więcej, niż piekarni, cukierni i kawiarni jest tam chyba tylko salonów optycznych (serio, zastanawialiśmy się nawet, czy Portugalczycy mają jakoś genetycznie upośledzony wzrok ;)). Oblegane zazwyczaj rano i po południu, co ciekawe, cieszą się też popularnością w późnych godzinach - niejednokrotnie spotkaliśmy o 1 czy 2 w nocy wypełnione lokalsami kawiarnie, którzy zagryzając kruche ciastko, popijali je mocnym espresso. Być może jest to niezły patent by dotrwać w dobrej kondycji do końca imprezy, których na ulicach Lizbony czy Lagos nie brakuje nawet w środku tygodnia. Wracając do samych słodyczy, pomimo, że ich wybór jest ogromny, są mało zróżnicowane i raczej nie zaskakują swoim wyglądem. Nie przesadzę też, jeśli powiem, że Portugalia żółtkiem i cukrem stoi, bo to właśnie te dwa składniki tworzą bazę, z których robi się wszelkiego rodzaju nadzienia. Fakt, mogą być gęste, bardziej rozlewające się, z dodatkiem cynamonu albo o konsystencji budyniu, ale zazwyczaj jest to jakaś wariacja bliżej nam znanemu koglowi-moglowi ;)

Trzy różne, a jednak prawie takie same - Ovos Moles, czyli miękkie jaja, to tradycyjne, małe ciasteczka wywodzące się z Aveiro. Zazwyczaj opatulone cienkim płatem ciasta, przypominającym nasz wigilijny opłatek, wypełnione gęstym, lekko galaretkowatym kremem z zółtek i cukru. Wybraliśmy ich kilka wersji, licząc, że może jednak czymś się od siebie różnią. Nie, smakowały identycznie :D (Aveiro)

Biszkoptowy omlet z rozpływającym się, baardzo słodkim nadzieniem żółtkowo-cukrowym. Często, jedno ciastko na pół, wystarczająco zaspokajało naszą potrzebę zjedzenia deseru. Ich słodycz bardzo dobrze łamie mocny i głęboki smak espresso, które w całej Portugalii jest przepyszne. (Azeite)
Tak, ciastko w zebrę również zawierało w sobie nadzienie a'la kogel-mogel ;) (jakieś miasteczko pod Fatimą, ale kto by pamiętał, jak się nazywa)
Najpopularniejszym, a zarazem chyba też najsmaczniejszym ciastkiem w Portugalii są Pasteis de nata. To mini tarty z ciasta półfrancuskiego, wypełnione waniliowym budyniem i posypane cukrem pudrem lub cynamonem. Często też spotykaliśmy ich wersję z lekko przypalonym wierzchem, gdzie cukier tworzył cienką skorupkę, podobnie, jak w francuskim creme brulee. 

Pasteis de nata na drugie śniadanie. W wersji z cukrem pudrem i bez niczego. (Porto)

W Lizbonie z kolei, niedaleko pięknej Katedry Hieronimitów, znajduje się cukiernia Pasteis de Belem, w której z oryginalnego przepisu, powstają tarty o tej samej nazwie. Jest to najpopularniejsza cukiernia w całej Lizbonie, przez to też, Portugalczycy słynne mini tarty często nazywają na przemian pasteis de belem lub pasteis de nata.

Manteigaria Fabrica de Pasteis de nata - najlepsza cukiernia, którą odwiedziliśmy. Pasteisy są tutaj robione na bieżąco. Ludzie wpadają i wypadają, nawet nie siadają, tylko przy długim blacie jedzą jeszcze gorące, wyjęte prosto z pieca ciastko, wypełnione obłędnym, świeżym budyniem i posypane cynamonem. Plus oczywiście, nieodłączny mocny shot espresso. I w drogę! (Lizbona)


Bardzo nas bawiło, że pomimo, iż większość słodyczy była do siebie dość podobna, w każdym miejscu, które zwiedzaliśmy zachęcano nas do spróbowania "ichniejszych", lokalnych i tradycyjnych przysmaków, które powstają tylko w tym właśnie miejscu :) Tym sposobem daliśmy się skusić na mnóstwo ciastek z koglem-moglem, ale też odkryliśmy, m.in.: taką perełkę, jak:

Ginja - wiśniowa kwaśno-słodka nalewka, podawana w czekoladowych mini kieliszkach. Tradycyjny trunek pochodzący z Obidos. Już samo podanie to niezły bajer, a sam smak wiśniówki - pycha (Obidos)
Jeden z niewielu deserów, który jedliśmy, a który miał w sobie owoce - szarlotka z lodami cynamonowymi. Dużym zdziwieniem był dla mnie fakt, że w Portugalii tak mało słodyczy było owocowych. W całym kraju pomarańcze, brzoskwinie, morele i truskawki piętrzą się w warzywniakach i na targach, ale w cukierniach spotykaliśmy je bardzo rzadko... (Comporta)
Ice cream everywhere! Od lewego górnego rogu: Lagos, Lizbona, Porto, Braga.



Poza radochą, jaką dawało mi codziennie picie przepysznej kawy i próbowanie nowych słodyczy, dużą frajdę miałam także z odwiedzenia najstarszej księgarni w Porto, która była inspiracją dla J. K. Rowling podczas pisania pierwszej części przygód Harry'ego. Wystrój księgarni, której serce stanowią kręte schody, książki piętrzące się na półkach od podłogi po sufit i niesamowita atmosfera tego miejsca, robią naprawdę dobre wrażenie. Pomijając już fakt, że miałam ochotę wykupić z niej przynajmniej połowę książek kucharskich, które oferowała :)


Targi jedzeniowe to kolejny punkt na mapie Portugalii, który warto uwzględnić na mapie wycieczki. Dostaniecie na nich wszystko, co tylko chcecie. Od warzyw, przez owoce, ryby, owoce morza, po oliwki i wielkie kawałki przepysznych wędzonych szynek.


Jak widać na załączonym zdjęciu, lubimy piwo, a piwo lubi być fotografowane ;) Mało tego, jest bardzo towarzyskie praktycznie o każdej porze doby. Od lewego górnego rogu: w południe (Boca do Inferno, z portugalskiego oznaczające Wrota do piekieł, Cascais), po południu (najbardziej wysunięty na zachód kraniec Europy, tam, gdzie kończy się świat - Paco da Rocha), wieczorem (Torre de Bellem, pod wieżą w Belem, Lizbona) i w nocy (plaże w Portimao)

Popularna w całej Portugalii Sangria - słodko-kwaśny drink z wina, soku i owoców. Często podawany w wielkich dzbankach z lodem (Braga)

Portugalia ma mnóstwo do zaoferowania - zabytki, wspaniałe widoki, niezapomniane miejsca, przepiękną roślinność, a przede wszystkim nieziemsko dobre jedzenie i wino. Jeśli macie więcej czasu, poświęćcie jej więcej uwagi, niż tylko zwiedzanie Lizbony. Cały kraj, od Bragi na północy, po Lagos i Portimao na południu, zwiedziliśmy w ciągu 10 dni. Bez pośpiechu, bez tłumów, za to z wielką ciekawością i fascynacją. To jeden z tych kierunków, w stronę którego chciałabym jeszcze wiele razy zawrócić. Pięknych wakacji Wszystkim!


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Babka marmurkowa

Prosta, szybka w wykonaniu i bardzo smaczna babka marmurkowa. Tradycyjnie pojawia się na polskich stołach podczas świąt wielkanocnych obok babki drożdżowej i mini babeczek piaskowych. Przepis na tę babkę marmurkową pochodzi z pierwszej dorwanej przeze mnie w domu książki kucharskiej, z której uczyłam się piec kiedy byłam mała. "Piekę ciasta i ciasteczka" z 1987 roku autorstwa Wandy Piotrowiakowej przeszła ze mną sporo co niestety odbija się już mocno na jej  stanie używalności, ale przepisy są dalej niezawodne. Ta babka udaje się zawsze. Jest wilgotna, dobrze wyważona w smaku i ładnie trzyma kształt podczas pieczenia. Polecam na tegoroczne święta :)



Składniki:
1,5 szklanki mąki pszennej
0,5 szklanki mąki ziemniaczanej
3 łyżeczki proszku do pieczenia (zredukowałam je do jednej, w zupełności wystarczy)
3/4 kostki margaryny
1 szklanka cukru
6 jaj
3 łyżki kakao
aromat waniliowy (zastępuję go cukrem waniliowym) 
tłuszcz i bułka tarta do wysmarowania formy

Margarynę ucieram mikserem z cukrem i cukrem waniliowym na gładką masę. Po kolei wbijam wszystkie jajka. Masa może wyglądać na zważoną, ale nie przejmujcie się tym, bo nie będzie to miało wpływu na ostateczny smak i kształt ciasta. Mąki mieszam z proszkiem do pieczenia i dodaję po łyżce do masy, mieszając ją już drewnianą łyżką - zmniejszamy tym ewentualną możliwość zakalca. Piekarnik nagrzewam do 160 stopni C. Masę dzielę na dwie części w proporcjach 1/3 i 2/3. Do 1/3 dodaję kakao i dokładnie mieszam. Formę smaruję tłuszczem i wysypuję bułką tartą. Jeśli używacie formy sylikonowej, ten etap możecie pominąć.
Najpierw wylewam do formy białą część ciasta, następnie ciemną. Na wierzchu masy widelcem robię esy-floresy i zygzaki - dzięki którym kolory ciasta wymieszają się ze sobą. Babkę piekę 40-45 min. Gdy wystygnie polewam ją rozpuszczoną gorzką czekoladą. Smacznego





piątek, 10 lutego 2017

Tartinki z lemon curd i bezą

Jakiś czas temu pokazywałam Wam jak zrobić szybki, lekko kwaskowaty lemon curd, dzisiaj odziewam go w kruche ciasto i chrupiącą, słodką bezę. Jak dla mnie połączenie doskonałe, bo nie jest, ani za słodko, ani zbyt oczywiście. Smak kremu i bezy fajnie się uzupełniają, a całość wygląda bardzo efektownie. Do popołudniowej kawy w weekend jak znalazł :) Podpowiem tylko na koniec, żebyście przed ponownym włożeniem kruchych spodów do piekarnika w celu upieczenia bezy, wyjęli je z foremek. W przeciwnym razie, tartinki będziecie musieli wyjadać łyżeczką, jak ja :P


Składniki na kruchy spód:
1,5 szklanki mąki tortowej 
2 żółtka i jedno całe jajko
pół szklanki cukru
pół kostki masła 
szczypta soli

Beza:
3 białka
pół szklanki drobnego cukru 
szczypta soli

+ lemon curd (przepis klik) 


Wszystkie składniki na ciasto zagniatam ze sobą na gładką elastyczną masę i formuję z niej kulę. Owijam ją folią i wkładam do lodówki na pół godziny.
Piekarnik nagrzewam do 180 stopni. Schłodzonym ciastem wykładam foremki do tartinek, wklepując więcej ciasta w miejsce falowanych brzegów. Spody nakłuwam w kilku miejscach widelcem i podpiekam w piekarniku ok. 10 min. na złoty kolor. 
Ubijam białka z solą na sztywną pianę. Dodaję po trochu cukier i nadal miksuję. Beza powinna być lśniąca i "ciągnąć się po łyżce". Po wystudzeniu kruchych spodów, nakładam do nich lemon curd i szprycą do kremów wyciskam ubite białka z cukrem, tworząc mini "górki" na ciastku. Temperaturę w piekarniku zmniejszam do 165 stopni i piekę bezy przez 5 min. Po tym czasie zmniejszam temperaturę do 135 stopni i suszę bezę min. 45 min. (przy uchylonym piekarniku - ja stosuję do tego drewnianą łyżkę włożoną pomiędzy drzwiczki a jego górną część ;)) I gotowe. Smacznego

 

poniedziałek, 16 maja 2016

Muffinki kokosowe z białą czekoladą i konfiturą malinową

Maj. Najpiękniejszy i najbardziej aromatyczny miesiąc w roku, mój ulubiony. Ziemia pachnie wiosennym deszczem, a w domu codziennie unosi się zapach świeżo zerwanego bzu. Dzieci w białych szatach idą do I Komunii Świętej, z drzew spadają płatki kwiatów, a ludzie zakochują się w sobie ponownie i ponownie... Jest lekko, przyjemnie, błogo. I takie są też te muffinki - kokosowe z białą czekoladą i lekko cytrusowo-kwaskową nutą. 

Składniki:
1 i 3/4 szklanki mąki
3/4 szklaki cukru
1 jajko
1 szklanka mleka kokosowego (można zastąpić zwykłym)
pół szklanki oleju słonecznikowego
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody spożywczej
1 szklanka wiórków kokosowych
tabliczka białej czekolady
skórka otarta z jednej pomarańczy
konfitura malinowa na nadzienie

Do dekoracji:
pół tabliczki białej czekolady
szklanka wiórków kokosowych




Najprościej mogłabym napisać: wymieszajcie suche składniki z mokrymi i już, ale kilka szczegółów może okazać się cennych ;)


W jednej misce mieszam mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sodę. Czekoladę zamiast rozdrabniać w palcach, przerzucam do woreczka i za pomocą tłuczka, zbijam na mniejsze kawałki i dorzucam do suchej mieszaniny. Dodaję całe jajko, olej i mleko kokosowe. Na koniec dosypuję skórkę pomarańczową (ścierajcie tylko pomarańczową część, pozostawiając białe albedo, które jest gorzkie). Jeśli chcecie, aby Wasze muffiny były płaskie, masę wymieszajcie krótko łyżką tylko do połączenia się składników. Im mniej powietrza dostanie się do ciasta, tym mniejsza będzie "górka". Jeśli chcecie otrzymać taki efekt, jak muffinki na zdjęciach, użyjcie miksera i miksujcie ciasto ok. 30 sek. 


Formę do pieczenia muffinek wykładam papilotkami i do każdej z nich przekładam łyżkę ciasta. Następnie do każdej babeczki dodaję po łyżeczce konfitury malinowej i znowu na wierzch ciasto. Papilotki powinny być wypełnione do 3/4 swojej wysokości. Muffiny piekę 7-8 minut w temp. 180 stopni na złoty kolor. 

Po wystudzeniu każdą z nich maczam w roztopionej w kąpieli wodnej białej czekoladzie i obtaczam we wiórkach kokosowych. Smacznego!









sobota, 26 marca 2016

Drożdżowa baba wielkanocna mojego Taty

Nie wyobrażam sobie świąt bez tego wypieku. W domu babkę drożdżową na Wielkanoc od zawsze robi mój Tato. Jest idealna - aromatyczna, puchata i wyrośnięta jak wielki wulkan. Myślę, że jej wyjątkowy smak i kształt przede wszystkim zawdzięczamy cierpliwości z jaką wyrabiane musi być ciasto oraz kamionkowej, ciężkiej formie, która jest w moim rodzinnym domu od niepamiętnych czasów. Zazwyczaj asystuje przy jej wypieku, ale następnym razem skuszę się na wykonanie jej już zupełnie sama ;)  

Składniki:
1 kg mąki pszennej
kostka drożdży
8 żółtek
szklanka cukru
1,5-2 szklanki mleka
kilka kropel aromatu waniliowego
cukier waniliowy
2 garście rodzynek sparzonych wrzątkiem
4 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej 
3/4 szklanki masła
łyżeczka soli

Lukier królewski:
białka z dwóch jajek
3 łyżki cukru pudru
cukier waniliowy

+ duża forma kamionkowa, średnica ok. 30 cm



Tata drożdże rozpuszcza w 3 łyżkach lekko podgrzanego mleka, odrobinie mąki i łyżce cukru. Zaczyn odstawia w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. 
Mikserem rozciera żółtka z cukrem, aż do białości. W międzyczasie rozpuszcza masło w rondlu i odstawia do przestygnięcia. Do dużej miski przez sitko przesypuje mąkę, sól, cukier waniliowy oraz wyrośnięte drożdże i utarty kogel-mogel. Dodaje po trochu mleka i wyrabiam ciasto, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji - ciasto powinno odchodzić samo od ręki. Dodaje bakalie i aromat waniliowy. Do tak wyrobionego ciasta, na sam koniec przelewa ciepły tłuszcz i wyrabia ciasto jeszcze przez 5 min. 
Gotowe ciasto przykrywa czystym ręcznikiem kuchennym i odstawia w ciepłe miejsce, aż podwoi swoją objętość (ok. godziny).

Resztę robię już ja :)

Nagrzewam piekarnik do 170 stopni C. Formę do babki smaruję tłuszczem. Ciasto przekładam z miski do formy i piekę 40-50 min. 

Białka na lukier rozcieram łyżką i dodaję cukier waniliowy oraz cukier puder tworząc białą, dość gęstą polewę. Dekoruję nią babkę. Wesołych świąt!










czwartek, 17 marca 2016

Babka kokosowa

Wraz z budzącą się przyrodą, budzi się też i mój blog. Dni na szczęście są coraz dłuższe, dzięki czemu, mam większą możliwość robić zdjęcia w naturalnym świetle i dzielić się nowymi przepisami - mam nadzieję, że od teraz będą się one pojawiać bardziej regularnie. A więc WITAJ WIOSNO!

Wracam po długiej nieobecności od razu serwując przepis wielkanocny. Babka kokosowa nie jest klasyczną babką, jaką zazwyczaj stawiamy na świątecznym stole. Warto jednak pokusić się o coś nowego i świeżego - zmiany zazwyczaj niosą dobre. :)

Składniki na ciasto:
2 szklanki mąki
kostka miękkiej margaryny
szklanka cukru
dwie łyżeczki proszku do pieczenia
4 jajka w temp. pokojowej
szklanka mleka kokoswego
szklanka wiórków kokosowych

Lukier kokosowy:
3-4 łyżki mleka kokosowego
3/4 szklanki cukru pudru
pół łyżeczki esencji waniliowej
lekko uprażone wiórki kokosowe do dekoracji


Masło ucieram z cukrem mikserem przez kilka minut. Następnie dodaję po kolei jajka. W osobnym naczyniu mieszam mąkę z proszkiem do pieczenia i wiórkami kokosowymi. Następnie po trochu do utartej margaryny z cukrem dodaję na przemian mleko kokosowe i pozostałe suche składniki. Całość miksuję jeszcze kilka minut - masa powinna mieć konsystencję bardzo gęstego kremu.

 Formę w kształcie rynny smaruję tłuszczem i dokładnie wysypuję kaszą manną. Do tak przygotowanego naczynia przelewam ciasto i piekę godzinę w temp. 165 stopni C.

Aby przygotować lukier, rozcieram cukier puder w 3-4 łyżkach mleka kokosowego i dodaję esencję waniliową. Powinien być gęsty. Ostudzone ciasto polewam lukrem i dekoruję uprażonymi wcześniej wiórkami kokosowymi.

Smacznego





środa, 10 czerwca 2015

Muffiny z kremem waniliowym i truskawkami

Sezon na truskawki uważam za oficjalnie rozpoczęty! Są wszędzie! Piętrzą się stosami na straganach, w warzywniakach i targu. Przyciągają aromatem i kuszą głęboką czerwienią. Podłużne, szerokie, grube jak banie i w kształcie serca - od wyboru do koloru. Od dzisiaj na blogu będzie dużo truskawek :) 

Składniki na muffiny:
1,5 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
łyżeczka proszku do pieczenia
1 szklanka mleka
1/2 szklanki oleju 
2 jajka

Składniki na krem waniliowy:
śmietana kremówka 30%
1/2 szklanki cukru pudru
1 opakowanie serka mascarpone
1 laska wanilii

Plus: truskawki do dekoracji

Podstawową zasadą w pieczeniu muffinek jest połączenie składników suchych, składników mokrych, a następnie szybkie i mało dokładne wymieszanie wszystkiego razem. Muffiny to efektowne i ekspresowe ciacha dla tych najbardziej zabieganych, których goście mają zaskoczyć za pół godziny ;)

A więc łączymy w jednej misce mąkę z proszkiem i cukrem, a w drugiej mleko, olej i jaja. Wszystkie składniki mieszamy łyżką lub mikserem na wolnych obrotach. Masą wypełniamy papilotki (u mnie dziś wiosenne, złapane na wyprzedaży w empik) do 2/3 wysokości i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 200 stopni przez ok. 25 min.

Śmietanę kremówkę ubijamy przez ok. 3-4 min, dosypujemy cukier puder i dodajemy powoli mascarpone. Na koniec dodajemy wydrążone nasiona wanilii. Masa powinna być jednolita i gęsta, ale uwaga, żeby nie "przebić" śmietany zbyt mocno!

Ostudzone muffiny dekorujemy kremem i truskawkami. Smacznego!



  





sobota, 4 kwietnia 2015

Mini babeczki last minute do koszyka

W tym roku, w ostatniej chwili upiekłam jeszcze mini babeczki, które idealnie nadają się do wielkanocnego koszyka.
Ciasto przygotowuje się błyskawicznie szybko. Jest sypkie, delikatne, niezbyt mocno intensywne w smaku, co pozwala użyć dowolnych dodatków i udekorować z fantazją babeczki.

Składniki na 6 mini babeczek:
75 g mąki pszennej
35 g mąki ziemniaczanej
2 jajka
100 g masła
90 g cukru
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
odrobina aromatu waniliowego

Ubijamy mikserem jajka z cukrem na jednolitą masę. Dodajemy powoli wymieszane wcześniej mąki z proszkiem do pieczenia. Rozpuszczamy masło i łączymy je z masą jajeczno-mączną. Na koniec ekstrakt z wanilii. Gotowe :) Ciasta nie należy miksować w całości dłużej niż 3-4 minuty, bo zbyt mocno napowietrzona, przy pieczeniu bardzo wyrośnie w górę.

Do pieczenia mini babeczek użyłam sylikonowej formy kupionej przed świętami w Lidlu. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni i pieczemy w nim ciasta przez ok 40 min.